koszyki

IMG_2532

Nie pamiętam od czego się zaczęło to wszystko a im bardziej próbuję sobie przypomnieć, tym bardziej wydaje mi się, że nigdy się nie zaczęło, że trwa od zawsze. Zgrabnie nawet całkiem sobie poukładałam w głowie, przemyślałam wpływ genów i tendencje rodzinne i wyszło mi tylko, że jeśli chodzi o szycie, dzierganie, malowanie, klejenie, fotografowanie a nawet robienie kompozycji z suchych traw czy też obrazów ze skóry to wszystko to było nieustająco dookoła praktykowane i pogłębiane przez najróżniejszych członków rodziny i ich znajomych.

Dorastałam w domu, w którym ciągle coś „się tworzyło”. Mama produkowała ogromne ilości szalonych swetrów- nietoperzy, szyła, malowała na szkle, tato robił piękne czarno- białe zdjęcia. Babcie i ciocie szyły, szydełkowały. Właściwie w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych mało kto tego NIE ROBIŁ.

Nic więc dziwnego, że sama nieustająco coś dłubałam i choć wiele z tych dziecinnych prób mnie rozczarowywało (tak! Pamiętam doskonale!), to jednak w spełnianiu marzeń materialnych bliższa mi była droga DIY niż droga kupna. Najczęściej nadal tak działam.

Ile razy stwierdzam „przydałoby się etui na okulary/ kosmetyczka/ szalik” i już rodzi się plan i natychmiast działam z takim zapałem jakby nic innego na świecie nie istniało by na końcu zauważyć w internetach, że normalni ludzie takie rzeczy kupują, często za grosze!

Poprzedni blog dokumentował moje twórcze szaleństwa w 100%, więc jeżeli macie ochotę tam zajrzeć to zapraszam serdecznie tu> KLIK

Ale co z tym początkiem? Uznałam, że było ich kilka i kilka potknięć po drodze.

Pierwszy więc jest taki, że handmadowo da się zrobić właściwie wszystko, serio! W tym przekonaniu ugruntowała mnie przeszłość więc wierzę i praktykuję.

Drugi jest taki, że każdy akt twórczy wiąże się z odpowiedzialnością i choć dojrzałam to zjawisko nie tak znowu dawno temu to jest ono nie mniej prawdziwe od pierwszego stwierdzenia. Kiedy „powołujemy do życia” jakikolwiek przedmiot to bierzemy odpowiedzialność za całe jego życie. Nie rozpływa się w powietrzu, kiedy wyrzucamy go do śmieci. Często więc- produkujemy śmieci.
Dlatego w swoich twórczych zapędach dobrze jest wykorzystywać naturalne materiały, z którymi przyroda sobie poradzi. Dobrze też nie produkować rzeczy nieprzydatnych:) Nie każdy pomysł jest warty realizacji, choć paluszki czasem świerzbią…

Trzeci wydarzył się dwa lata temu, gdy przestąpiłam progi Wielkiej Hurtowni.
Kilka razy do roku przemierzamy Polskę by spędzić jakiś czas u rodziców na wsi, za każdym razem mijając Łódź i największe znane mi centrum pasmanteryjnych rozrywek. Wielkie Hurtownie tkanin, guzików, drutów, igieł i tasiemek gdzie powierzchnię przeciętnej Biedronki zajmuje wyłącznie kraina zamków błyskawicznych. Nie trudno sobie wyobrazić, że za pierwszym razem byłam wstrząśnięta i już nigdy nie chciałam rezygnować z tego przystanku na trasie. Tam właśnie trafiłam na sznurki bawełniane w stu metrowych zwojach, wielu kolorach i przystępnej cenie.

I tak zaczęłam wyplatać koszyki…

IMG_2849
IMG_2320
IMG_2160
IMG_2060
IMG_2309

Bawełniany sznurek jest przyjemny w dotyku, ma idealną grubość, chropowatą, mięsistą teksturę. W sznurek udaje mi się wplatać bawełnę z odzysku czyli pocięte na paski tiszerty i cieszę się, że te kolorowe resztki znikają w taki sensowny sposób. Sensowny bo koszyk jest czymś praktycznym, nie „ozdóbką”. Można w nim przechowywać dodatkowe poduszki, pluszaki, gazety, można go złapać za skórzane uszy i przestawić w inne miejsce. Skórzane elementy też naturalnie pochodzą z odzysku. Pierwsze- były pociętą torbą- chlebakiem, należącą do nastoletniego Tomka, znalezioną po latach na strychu. Taka historia.

Jeżeli macie ochotę zajrzeć do naszego sklepiku na Etsy, zapraszam gorąco> KLIK

poddupnik

W idealnym życiu moja praca nie polegałaby na spędzaniu wielu godzin przed komputerem na biurowym krzesełku, na którym przyjmuję ekstremalnie niezdrowe pozycje a przerw robię zbyt mało i zbyt krótkie… W życiu realnym natomiast tak się zdarza. Wcale na ten fakt nie narzekam. Zazwyczaj bowiem przykuwa mnie do stanowiska pracy totalny szał twórczy, flow i jak zwał tak zwał, są to chwile przyjemne. Zdarza się więc wielogodzinne siedzenie, z nogami pod brodą, „po turecku”, krzywienie (się), garbienie, pokrzykiwanie męża „jak Ty siedzisz?!”. Przy lepszych umiejętnościach akrobatycznych być może uda mi się kiedyś zawijać w bardziej zdrowy i ergonomiczny precelek. Póki co jednak… siedzę.

Próbowałam stać, chodzić na steperze, testowałam balansowanie na piłce- można te urozmaicenia stosować z powodzeniem i prawdopodobnie- należy, najczęściej jednak potrzeba skupienia i precyzji wygrywa, tym samym wygrywa też biurowe krzesło. A biurowe krzesło, jak wszyscy wiemy, nawet najbardziej wygodne, z odpowiednimi podparciami, kątami i podłokietnikami, składa się z tworzyw sztucznych. Pomijając konstrukcję, bo tu zależnie od modelu i producenta występują przecież różnice, siedzisko ZAWSZE jest z tkaniny poliestrowej lub sztucznej skóry, a jego wypełnienie to również przeróżne pianki i gąbki. Często tkaniny te i/ lub wypełnienia są dodatkowo impregnowane, mogą być plamoodporne, np. z dodatkiem teflonu, lub ognioodporne (toksyczny BPHA).
Czyli mamy pupę przyklejoną do nieoddychającej plastikowej mieszanki przez wiele godzin godzin dziennie, tak, jakbyśmy całe dorosłe życie spędzali w pampersach. I nigdy z tego nie wyrastamy niestety…
Mimo, że koronkowe majty dawno zastąpiliśmy bawełnianymi, mimo dbałości o higienę i mimo rozwagi w wyborze kosmetyków, nadal możemy borykać się ze stanami zapalnymi, podrażnieniami, alergiami w okolicach intymnych, czy wypryskami na pośladkach.

Co z tym zrobić? Oczywiście fajnie byłoby ograniczyć samo siedzenie, a przynajmniej robić przerwy:)
Przede wszystkim jednak doskonale działa IZOLACJA. Innymi słowy „poddupnik”. Poddupnik to poduszka, wielkości siedziska (może być poszewka na jasiek) z naturalnej i oddychającej tkaniny (bawełna/ len). Jasiek, koniecznie zapinany na zamek, wypełniamy nie gąbką i nie watą poliestrową , ale łuską gryki. Łuska gryki działa antyalergicznie, przeciwzapalnie, więcej na jej temat znajdziecie w poście o gryczanych jaśkach [KLIK]. Wypełniamy poduchę w takim stopniu by wygodnie nam było na nim siedzieć, nie może być twarda jak kamień:) Kiedy chcemy uprać poszewkę, łuskę gryki wysypujemy i wietrzymy jeden dzień na słońcu, po praniu wsypujemy ponownie.

il_fullxfull.928309659_1xoeil_fullxfull.928567254_oebt

Cóż, może nie jest to rozwiązanie zgodne z wizją projektanta biurowych krzeseł, ale myślę, że estetycznie nie taka znowu tragedia a przecież działa! Co myślicie o plastikowych krzesłach? Jak sobie z nimi radzicie? Jeśli mój pomysł Ci się spodobał, koniecznie daj znać!

źródła zdjęć: [1] [2]

Post ten pojawił się także na naszym pracownianym blogu. Jeżeli interesuje Cię tematyka ekologicznych wnętrz, koniecznie zajrzyj na regreen.com.pl

kubek w kubek / recycling

IMG_5049
IMG_5057

Czasem przychodzi taki wieczór, że oklejenie kubka na ołówki- sznurkiem- staje się palącą potrzebą chwili i zwyczajnie nie można się temu oprzeć. Ozdobienie jednego to za mało! U mnie szaleństwo skończyło się na trzech, a jest to tak proste DIY, że każdy sobie poradzi. Polecam gorąco!

Potrzebujemy:
– pojemniki, kubki, niepotrzebne puszki
– sznurek bawełniany lub inny
– farbki do tkanin (u mnie złota i czarna)
– pędzel raczej gruby
– pistolet na klej (niestety konieczny! Inny klej raczej sobie nie poradzi)
– pasmanteryjne tasiemki do zakrycia odciętego sznurka- opcjonalnie

IMG_4953
IMG_4956
IMG_4959
IMG_4962
IMG_5050

1. Sznurek rozwijamy i malujemy kleksy w nieregularnych odstępach. Dajemy mu chwilę na wyschniecie.
2. Końcówkę sznurka przyklejamy klejem na gorąco do krawędzi puszki/ pojemnika.
3. Owijamy aż zapełnimy całą jej powierzchnię.
4. Końcówkę znów przyklejamy do krawędzi, odcinamy resztę.
5. Maskujemy odcięty sznurek ozdobną tasiemką.

Ponieważ na moim biurku królują klimaty graficzne a kolorystyka jest wyciszona prawie do zera- konsekwentnie użyłam jedynie czarnego i złotego koloru, ale może Wy skusicie się na inne?

zdrowa sypialnia

Drugiego maja, w samym środku majówki wylądowałam w Obi, na chwil kilka, z zamiarem zakupu kilku śrub i nakrętek. Okazało się jednak, że sklep okupuje dziki tłum ludzi żądnych farb, pędzli oraz płyty wiórowej a kolejki przy wszystkich czynnych kasach (!) sięgają pierwszych alejek.
Zrozumiałam, że wprawdzie wszyscy mieliśmy jakieś plany wyjazdowe, na facebooku rządzą plenerowe sesje nad grillem, ale niektórych dopadła smutna rzeczywistość, rozejrzeli się po własnym lokum wypoczętym i wreszcie wyspanym okiem, w związku z czym mały remoncik, lub przynajmniej wiosenna metamorfoza stały się priorytetowe.
Jesteś o krok przed wprowadzeniem wiosennych zmian w swoim domu? Dziś będzie o tym, co warto mieć na uwadze by te zmiany były zdrowe. Rozpoczynam od tematu sypialni, spędzamy w niej bowiem 1/3 życia a od jakości naszego snu w dużej mierze zależy jakość dnia. Naprawdę warto tu podjąć rozsądne decyzje!

1. Farby.

W pierwszym odruchu odpuść sobie takie technologiczne cuda jak farby zmywalne z domieszkami lateksu lub teflonu, a także pozostałe tego typu wynalazki, bowiem cudów nie ma. Zarówno pierwszy jak i drugi składnik jest wysoce toksyczny. Najbardziej truje podczas samego malowania i schnięcia, jednak później też nie należy do specjalnie bezpiecznych. Szczęśliwie w sypialni zastosowanie farby bez tych dodatków, a jeszcze lepiej- znalezienie wersji ekologicznej, nie powinno być problemem.

1

2. Podłoga.

Wybierz drewno, w jak najmniej przetworzonej postaci. Deski, panele z warstwą drewna (chociaż lepiej deski!)… Jeśli pragniesz miękkości, uzupełnij całość mniejszymi bawełnianymi dywanikami, matami sizalowymi, lub (w wersji wypasionej) dywanem 100% wełnianym. Wykładziny dywanowe to samo zło. Samo tworzywo (najczęściej nylonowe włókna na polipropylenie) ma negatywny wpływ na nasze zdrowie, dodatkowo dywany bywają impregnowane przeciwpalnym PBDE, który jest rakotwórczy.

2

3. Meble.

Wykorzystaj to co masz. Jeśli planujesz zakup czegoś nowego- szukaj mebli z litego drewna, nie z płyt meblowych okleinowanych. Płyta wiórowa, sklejka, płyty, z których wytwarzane są plecy mebli- wszystkie mogą zawierać formaldehyd, ten sam utwardzaczo- konserwant, który mamy w lakierach do paznokci. Jego opary powodują uszkodzenia dróg oddechowych. Stwierdzono także związek pomiędzy wpływem działania formaldehydu, a zwiększoną zapadalnością na białaczkę.

3

4. Materac, tapicerowane wezgłowie.

Wybieraj wersje najbardziej ekologiczne, z możliwie naturalnych materiałów, szukaj materaca z dodatkami typu- mata kokosowa, wełna owcza, końskie włosie… Istnieją też podkłady, „materace” wypełnione łuską gryczaną lub gorczycą. Tego, że materac powinien być odpowiednich rozmiarów i właściwiej twardości pewnie nie muszę dodawać.
Za wszelką cenę unikaj gąbki, której elastyczność zawdzięczamy plastyfikatorom. Z czasem gąbka traci te właściwości, odkształca się i kruszy. Kruszące się drobiny unoszą się razem z kurzem i dostają do płuc. Tapicerowane meble i wezgłowia, w których wykorzystuje się gąbkę będą zachowywały się tak samo.

4

5

5. Pościel.

Poszukaj poszewek z tkanin w 100% naturalnych, oddychających: bawełny (najlepiej organicznej) czy lnu. Jeśli kupujesz nowy komplet- wybierz neutralną, naturalną kolorystykę. Przy bieleniu tkanin używa się chloru, który może zawierać bardzo szkodliwe dla człowieka dioksyny. Przy farbowaniu na wszelkie intensywne barwy, łącznie z czernią, używa się trujących barwników w dużym stężeniu.
Co do wypełnień kołder czy poduszek- zdania są podzielone. Moim zdaniem wszelkie wypełnienia syntetyczne nie są tak bezpieczne jak nam się je przedstawia (skoro dysponujemy danymi o szkodliwości poliestru- czemu rozdrobnione włókno poliestrowe ma być bezpieczniejsze, przeciwnie!), mimo że wskazane są dla alergików. W każdym razie warto pamiętać o innych rozwiązaniach. Godne polecenia są wałki/ jaśki wypełnione łuską gryczaną, choć do szelestu i zapachu trzeba się jakoś przyzwyczaić.

6

6. Powietrze.

Zadbaj o stały dostęp tlenu. Jeśli nie jesteś w stanie spać przy otwartym oknie, urządzaj porządne wietrzenie, pomyśl o roślinach filtrujących powietrze, jeśli to możliwe- nie zamykaj drzwi by zapewnić jego swobodny przepływ. Wszelkie badania potwierdzają, że im lepszy mamy dostęp do tlenu podczas snu, tym szybciej i sprawniej regenerują się nasze komórki. Jest nawet grupa ludzi, która urządziła swoje „sypialnie” w przydomowych ogródkach by cieszyć się tymi dobrodziejstwami.

7

7. Promieniowanie elektrostatyczne i elektromagnetyczne.

Na ile to możliwe, odłącz się od urządzeń elektrycznych i elektronicznych. Telefon i laptopa zostawiaj za drzwiami. W żadnym wypadku nie śpij z telefonem pod poduszką!

zdjęcia: pinterest.com

Post ten pojawił się także na naszym pracownianym blogu. Jeżeli interesuje Cię tematyka ekologicznych wnętrz, koniecznie zajrzyj na regreen.com.pl

frustracje projektanta

IMG_4166Dziś będzie wpis osobisty, z góry uprzedzam, zero inspirujących rozwiązań i zdrowych lifestylów, życie!

Kilka dni temu minęło dziesięć lat od mojej obrony dyplomu, a z zawodu, nie wszyscy to raczej wiecie, jestem architektem wnętrz. Wiem dlaczego chciałam być projektantem, wiem dlaczego studia na ASP były dla mnie cenne i dlaczego zajmowanie się wnętrzami może sprawiać ogromną radość. Wiem też niestety dlaczego mam z tym zawodem problem. A może nie z zawodem tylko ze światem? Przez wiele lat prowadzenia starego bloga (KLIK) i jakiś czas tworzenia nowego- temat wnętrz wykruszał się z moich wirtualnych przestrzeni jak stara farba. Czasem był niezauważalny, czasem uwierał, wnętrza pojawiały się i znikały, aż znikły na dobre.

Jestem bowiem idealistką. Idealiści, w styku ze światem nie mają lekko…
Z czasem gdy rosła moja wiedza o zanieczyszczeniu środowiska, o trujących nas w domowym zaciszu kanapach i dywanach, o wszędobylskim plastiku, o środach chemicznych- coraz trudniej było mi pogodzić te informacje z konsumpcyjnym nastawieniem potencjalnych klientów.

Podczas gdy blogowy świat zachłystuje się estetyką skandynawską i promienieje pozytywną energią- informacje do których dokopuję się w książkach i innych źródłach działają raczej depresyjnie. I jak tu mówić o tym wszystkim z ludźmi? Kiedy mówisz, pukają się w głowę z niedowierzaniem, kiedy nie mówisz- sumienie nie daje spokoju. Ciężko jest mówić troszeczkę… tyle tylko by mieć szansę na zrozumienie, by się przebić.

Podobno nie wszystko jest takie czarno- białe, podobno w życiu trzeba iść na kompromis, ale jak miałby wyglądać taki kompromis? Nie miałam pojęcia. Powiedzmy szczerze: żadne tworzywa sztuczne nie wychodzą nam na zdrowie- jedne uwalniają ftalany inne związki przeciwpalne, niektóre parują, inne z czasem tracą elastyczność, kruszą się i pod postacią pyłu dostają do naszych płuc… do wyboru do koloru. Z drugiej strony wnętrza wyposażone w drewniane meble, ceramikę, ściany wykończone glinianymi tynkami rzadko przebijają się do mainstreamu. Raczej nie są modne… Wnętrza z meblami z odzysku się w Polsce nie sprzedają. Nie wyglądają. Nie tworzą zysków żadnym producentom, od których moglibyście mieć prowizję jako projektanci. Szaleństwo.

Postanowiłam jednak działać w zgodzie z pewnymi kryteriami. Fakt, wnętrza ekologiczne ze względu na rozsądek a nie metkę to dziwo na naszym rynku. Fakt, bardzo trudno jest dzielić się tego typu wiedzą i nie przerażać, bo jednak funkcjonujemy w swego rodzaju matrixie. Żyjemy jednak wszyscy w domach/ mieszkaniach, które mogą działać na nas destrukcyjnie i czas najwyższy mówić o tym otwarcie. Dlatego ogłaszam gotowość do takiej konfrontacji. Postaram się na shades of green jak najsensowniej opowiadać o zdrowych wnętrzach, o zagrożeniach ale i o własnych sposobach na „uzdrawianie” domu. Od dzisiaj!

IMG_4109