dermaglin

„Znacie mnie jako jednostkę prawdomówną i szlachetną. Nic bardziej mylnego!”
– Barbara; „Lesio” Joanna Chmielewska

W całej historii shades of green namawiam Was do minimalistycznych wyrzeczeń, do troski o środowisko i bojkotu drogeryjnych marek. Samej w 90% udaje mi się realizować ten program a zdarza się czasem, że i w 100%.
Ale od kiedy mniej więcej już wiem czego szukam i co w drogeryjnych kosmetykach jest dyskwalifikujące: kilometrowe składy, SLSy, parabeny czy formaldehyd… bywa, że trafiam na perełki, o których warto Wam opowiedzieć, mimo że pochodzą prosto ze sklepowej półki.

Niespodziewanie więc, najbardziej dla mnie samej (!), zaplanowała mi się tu seria „Aga aproved” o dobrych produktach kosmetycznych, choć samo słowo „produkt” budzi mój lekki niepokój;)

Z naturalnymi kosmetykami jest tak- kiedy producent świadomie kreuje markę jako ekologiczną, co zdarza się coraz częściej, świadczy o tym oprawa graficzna ale też często cena. Jest zupełnie oczywiste, że cena półproduktów z certyfikowanych upraw musi być wyższa od innych a same składy są często bardzo szlachetne, choć na tym polu dokonuje się też niemałych przekrętów.

Na zupełnie innych półkach natomiast zdarzają się produkty naturalne… przypadkiem, czyli o tak prostym składzie, że nie zdołano go doprawić żadnym parabenem, bo akurat nie było takiej potrzeby.

Dlatego będąc w drogerii podchodzę śmiało do najbardziej kolorowych/ nie minimalistycznych a nawet tandetnych opakowań i… czytam. Na tej zasadzie wyłowiłam maseczki Dermaglin.

IMG_7390 copy

Ich szata graficzna jest całkowicie przeciętna a zdjęcia na opakowaniach nie robią najlepszego wrażenia… ale same maski są naprawdę wspaniałe!

Wszystkie produkty Dermaglin robione są na bazie glinki kambryjskiej, która wydobywana jest na głębokości 40 metrów z pokładów oddzielających skały wapienne od piaskowców, bez interwencji chemicznej w najbogatszym i dziewiczym ekologicznie rejonie Europy– Zatoce Fińskiej.
Glinka ta absorbuje wszelkie zanieczyszczenia (dwukrotnie mocniej niż węgiel!) dlatego tak świetnie sprawdza się w maskach kosmetycznych, których mamy kilka rodzajów: od przeciwtrądzikowych, których nie testowałam po moje ulubione przeciwzmarszczkowe, oczyszczające, odżywcze…

plusy:
– buzia jest nawilżona, odżywiona, promienna pozbawiona podrażnień, ukojona
– maski mają doskonałe, proste składy
– nie są perfumowane
– mają jednorodną, idealną konsystencję, nie spływają po twarzy ale dają się ładnie rozprowadzić
– są w przystępnej cenie ~ 6,40/ szt.

minusy:
– maski występują wyłącznie w saszetkach
– mogłyby mieć bardziej zachęcające graficznie opakowania;)

IMG_7386
IMG_7409
IMG_7412

Tak je polubiłam, że za każdym razem będąc w okolicach Natury czy Hebe polowałam na kolejną saszetkę- no właśnie- saszetkę… czyli znów produkujemy śmieci:(
W tej irytującej śmieciowej sprawie napisałam do firmy Dermaglin maila z zapytaniem czy przypadkiem nie planują wypuszczenia swoich masek w większych pojemnikach. Ja i tak kupuję je nagminnie, chętnie więc kupiłabym coś w większym opakowaniu i na kilka/ kilkanaście użyć.

Niestety nie jest to możliwe. Glinka kambryjska bowiem zbiera zanieczyszczenie (i wchodzi z nimi w reakcje) w takim stopniu, że maski muszą pozostać jednorazowe. W samym opakowaniu wielokrotnego użytku mogłyby się dziać jakieś straszne rzeczy…

Spróbujecie? A może znacie Dermaglin od lat i macie swoich faworytów? Dajcie znać w komentarzach.