absurd herbacianej torebki

Herbaciana torebeczka mogłaby się według mnie stać ikoną naszego konsumenckiego ogłupienia, choć wygląda tak niegroźnie, niewinnie i nieznacznie.
Dlaczego? Jest bowiem symbolem tego jak bardzo pokochaliśmy „produkty” i jak potrafimy je zrobić ze wszystkiego, nawet z garści suszonych liści. Pokochaliśmy też całym sercem marki i ich logotypy, których nie byłoby gdzie umieszczać, gdyby nie pomysł pakowania pojedynczych porcji i możliwość zaopatrzenia ich w sznureczki i etykietki. Spójrzcie na to zjawisko z dystansu i sami oceńcie.
IMG_0691
„Jako pierwszy herbatę do torebek pakował nowojorski importer herbaty Thomas Sullivan, który w 1908 roku używał tego pomysłu w promowaniu swoich herbat, których próbki wysyłał do potencjalnych klientów. Początkowo torebki wykonywano z jedwabiu, później pakowano herbatę do torebek ze znacznie tańszej gazy, a ostatecznie zdecydowano się na pakowanie w papier, by usunąć nieprzyjemny posmak gazy.
Początkowo herbata dystrybuowana w torebkach była towarem luksusowym, obecnie stanowi produkt powszechny. W 1965 roku jej sprzedaż stanowiła 7% wartości rynku herbaty w krajach wysokorozwiniętych, na początku XXI wieku blisko 90%. W Europie herbata w torebkach stanowi 77% zużycia.”
Powiedziała Wikipedia.
IMG_0679
Z miłości do ładnych opakowań, grafiki, przywiązania do marki/ produktu firmowego, czasem luksusowego oraz minimalnie wygodniejszej formy czyli z powodów bardzo błahych używając herbaty w saszetkach decydujemy się na:
1. Zagrożenie kontaktem z dioksynami. Każdy przedmiot codziennego użytku, bielony chlorem jak bawełniane waciki kosmetyczne, jednorazowe chusteczki do nosa czy papier, a także papier toaletowy może zawierać dioksyny, których nawet minimalna dawka działa toksycznie na ciało ludzkie. Herbaciane torebeczki produkowane są z rodzaju bielonego włókna/ papieru.
2. Gorszą jakość samej herbaty. Nie jest żadnym odkryciem, że do herbat liściastych wykorzystuje się lepszej jakości susz a do tych pakowanych- resztki, często mocno aromatyzowane. O rodzaju herbat nie będę dziś pisać, bo to zbyt rozległy temat ale zasada ta dotyczy wszystkich rodzajów- od czarnych przez zielone do ziołowych.
3. Śmieci. Po łyżeczce liściastej herbaty z zaparzacza, której dajemy rozłożyć się w towarzystwie obierek i resztek po obiedzie nie zostaje nic. Po herbacie z torebeczki… zastanówmy się: torebeczka (czasami nie z papieru a z organzy czyli tworzywa sztucznego w 100%), sznureczek (bielony), miniaturowy spinacz, lakierowana etykietka a często jeszcze opakowanie na samą torebeczkę. Mało?
IMG_0665
Jakiś czas temu te drobne fakty połączyły się w mojej głowie i przestawiliśmy się całkowicie na zaparzacze, te stalowe! Bo plastik w kuchni eliminujemy systematycznie. Moja ulubiona herbatka to zielona parzona z dodatkiem kilku goździków (antyoksydanty!) lub imbirem (na zdjęciu kwiaty bzu z imbirem), a Wasza?

zdrowa przekąska

IMG_0574
Niedawno odwiedziła mnie kuzynka z nastoletnim synem. Mamy wprawdzie w rodzinie wyrobioną opinię szaleńców co to tego i owego nie jedzą, więc nikt się po nas nie spodziewa, ptysiów z kremem przy niedzielnej kawce, ale kuzynka dawno mnie nie odwiedzała… Kiedy siadaliśmy do stołu, na którym stało kilka miseczek z bakaliami i pestkami padły słowa „Ooo, nasz chomik by się ucieszył!”. Okazało się jednak, że prażone pestki słonecznika były strzałem w dziesiątkę. To prawda, są pyszne! Wydawało mi się, że to banalne i tak proste, że wszyscy znają i jedzą, a jednak nie. Jeśli więc nie próbowaliście to to dzieła! Wystarczy łuskany słonecznik wsypać na suchą patelnię i prażyć aż się odrobinkę zrumieni, będzie też pysznie pachniał. Tylko błagam, nie używajcie patelni teflonowych. Zwykła stalowa lub ceramiczna są o niebo zdrowsze.
IMG_0569
Takie słonecznikowe pesteczki mają nadal (mimo prażenia) mnóstwo wartości odżywczych; cynk, witaminę B6, wapń, żelazo, potas, makro i mikroelementy a są przy tym chrupiące i aromatyczne.
Na końcu nasz młody gość oznajmił, że mógłby je jeść chochlą:) ale może był bardzo głodny…
IMG_0562

puder

IMG_0496
Jestem zafascynowana tym jak łatwo i jak tanio można przestawić się z kosmetyków drogeryjnych na domowe homemade. Wszyscy jak mantrę powtarzają, że ekologia jest droga, że organic, natural i bio tak i owszem, ale ile to pieniędzy…?
Prawda jest jednak taka, że owszem, na gotowe zdrowsze kosmetyki można wydać sporo (jak na wszystko pewnie) ale wcale nie trzeba. Mnóstwo z nich zdrowiej jest zrobić samemu. Nie mam specjalnego zaufania do produktów reklamowanych jako naturalne czy ekologiczne, bo… robiąc cokolwiek na większą skalę niż domowa właściwie zmuszeni jesteśmy użyć jakiegoś konserwantu/ ulepszacza/ wypełniacza. Tylko w domu mamy stuprocentową pewność odnośnie składu. Zdajemy sobie też sprawę, że taki kosmetyk nie będzie tak trwały jak gotowy/ kupiony, więc robimy mniejsze porcje, ale częściej. Proste!
Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moim patentem na puder. Sypki, o zapachu miętowo- herbacianym, jest wyjątkowo łatwy w przygotowaniu i przyjemny w użyciu. Wystarcza na bardzo długo!
Rezygnując z drogeryjnych kosmetyków (a jest to proces i nadal jestem w trakcie!) największy ból sprawiło mi zerwanie z podkładem, który w magiczny sposób zakrywał wszelkie niedoskonałości skóry. Okazało się jednak, że przy odpowiedniej pielęgnacji i odpoczynku od chemii skóra wygląda coraz lepiej i teraz potrzebuję tylko kilku puncików korektora by czuć się dobrze. Przydaje się też coś matującego w strefie T. I tu sięgam po puder. Oczywiście wiem o istnieniu kosmetyków mineralnych i wierzę, że świetnie się sprawdzają, jednak- są robione na większą skalę a o tym i mojej podejrzliwości wspomniałam akapit wyżej. Do zrobienia sypkiego pudru w domu potrzebujemy:
IMG_0465
4 łyżki mąki arrowroot
(ewentualnie skrobia ziemniaczana, wiem, że można spróbować, ale sama nie testowałam)
1 łyżka karobu
(inaczej mączka chleba świętojańskiego)
kilka kropel olejów eterycznych- z drzewa herbacianego (działa antyseptycznie i zapobiega psuciu się kosmetyku) lub/ i miętowego (łagodzący, chłodzący, miły!)
IMG_0471
IMG_0485
IMG_0475
Czytałam o zastępowaniu karobu- kakao, ale wydaje mi się to nienajlepszym pomysłem- ziarna kakaowca są tłuste, chyba nie osiągniemy efektu matującego…
Są też przepisy z użyciem mielonego cynamonu (ach ten zapach!) ale nigdy nie byłam w posiadaniu tak drobno zmielonego cynamonu, żeby drobinki nie były widoczne na skórze.
Generalnie chodzi o to, by wszystkie składniki dokładnie wymieszać ( ja używam do tego celu moździerza) i uzyskać kolor zbliżony do naszej cery. Przesypujemy puder do czystych wyparzonych słoiczków/ pojemniczków i do nakładania używamy pędzla.
IMG_0512
IMG_0533