Czy weganie są groźni?

il_fullxfull.845875958_ey2s

Siedzimy przy rodzinnym obiedzie i wreszcie ktoś pyta:
– To kim Wy teraz jesteście? Weganami?
– Nie, nie jesteśmy- Migamy się.
– To jak się nazywacie?
– Agnieszka i Tomek- Odpowiada mój mąż.

Przytaczam te słowa na dowód, że nadawanie etykietek i szufladkowanie ludzi wprawdzie ułatwia wstępne rozeznanie, ale też przysparza kłopotów. Nie wiem czy wiecie, może głupio się przyznawać ale weganie są… groźni!
Przestajesz jeść określone produkty i nagle- bang!- jesteś w klubie, a nawet w fightclubie;)

Groźni weganie:
– głoszą, walczą, przekonują cię do swoich racji
– wytykają ci brak wiedzy i chcą tą wiedzę przekazać (wszak nikt ze świadomością skąd pochodzi kotlecik nie brałby go do ust)
– odwołują się do sumienia, z którym jesteś na bakier
– oceniają! Bywają pełni pogardy…

Kto by tam ich lubił?;)

Poważnie, taki to już jest problem ze środowiskami skonstruowanymi wokół jakiejś idei, że stają się dla ludzi „kościołami”. I o ile sama idea jest mi bardzo bliska, bo ani nie chcę przykładać ręki do zbrodni ani do cierpienia zwierząt, jestem w dodatku przekonana o korzyściach zdrowotnych wege jedzenia, to cechy tego „światka” bywają odpychające. Pewnie zapatrzenie w jedną tylko ideę i jeden pomysł na życie skutkuje ślepotą na pozostałe. Może zbyt wielu mamy zapalonych neofitów, chcących nawrócić cały świat? Dość, że ta przynależność nie jest powodem do dumy.

Najbardziej martwi mnie fakt, że „bycie w klubie”, może dawać poczucie bezpieczeństwa i zamiast otwierać horyzonty- ogranicza. Weganizm staje się naszym podstawowym wyborem, głównym kryterium: jeżeli coś jest wegańskie to jest bezpieczne. Hm… Poczytajcie sobie jakie składy mają wegańskie lody albo wegańskie kosmetyki. Albo zastanówcie się ile zużyto wody czy energii w produkcji wegańskich butów…
Nie wiem dlaczego, u większości z nas te informacje nie składają się w spójny obraz świata i spójny obraz jego problemów. Informacja czy dany produkt jest wegański czy nie jest tylko jedną z wielu informacji, które mogą wpłynąć na nas jako konsumentów. Co więcej- priorytety innych ludzi mogą być uszeregowane zupełnie inaczej. Stąd właśnie biorą się: ekologiczne mięso albo syfiasty wegański kosmetyk.

Co myślisz o tym zjawisku? Na jakim etapie jesteś? Jeśli ten wpis nie jest Ci obojętny zostaw komentarz proszę:)

Zdjęcie pochodzi STĄD

balsam do ust

IMG_3716
Zachciało mi się ostatnio pomalować usta… Na jakiś kolor! Nie do wiary:) Czyżby brak kolorów za oknem aż tak wpływał na kobiece zachcianki? Okazało się jednak, że na spierzchniętych i popękanych, pełnych ustach nie wygląda to najlepiej:P Postanowiłam więc tymczasowo wstrzymać się od koloru, wrócić natomiast do pielęgnacji, bo jakoś w tym sezonie jesienno- zimowym mocno się zagapiłam.

Zrobienie balsamu do ust to najprostsza rzecz na świecie i jeśli interesujecie się robieniem domowych kosmetyków- na pewno niejeden przepis macie już za sobą. Polega to wszystko na rozpuszczeniu w kąpieli wodnej (czyli garnek/ słoik/ miseczka z olejkami stoi w garnku z grzejącą się wodą) wszystkich składników i przelaniu ich do odpowiednich opakowań.
Moje opakowania zostały zakupione w zeszłym roku z zapasem, ale nadal można je nabyć TUTAJ.
Przepis, który znalazłam w sieci, świetnie się sprawdził, oto on:

100gr wosku pszczelego
100gr oleju kokosowego
100gr masła shea
100gr masła kakaowego
20 kropelek dowolnego naturalnego olejku eterycznego

IMG_3556

IMG_3549

Masło shea można zastąpić kakaowym i na odwrót, jeśli nie chcecie sobie komplikować zakupów, oba są twarde i nie ma to wpływu na ostateczną konsystencję balsamu.

Teraz czekam na poprawę;) Może następne balsamy będą kolorowe?

IMG_3713