minimalizmu początki


scena pierwsza:

W liceum nie znam nikogo, kto chciałby mieć mniej. Polska wciąż wychodzi z biedy a większe centra handlowe dopiero się budują. Pieniądze wydaję wprawdzie głównie na książki, wszystko inne jest w zasadzie tak drogie, że przeciętny nastolatek i tak nie kupuje sobie sam ubrań. Sieciówek nie ma!

Koleżanka podsuwa mi książkę „Opowieści pielgrzyma”. Jestem tak zachwycona ascezą głównego bohatera, że wymyślam sobie pierwszy ubraniowy uniform: czarne sztruksy i czarny tiszert. Chodzę tak może tydzień…:)

scena druga:

Porywa mnie wschodnie ZEN. Czytam kilka książek o medytacji. Mój pokój u rodziców zostaje totalnie ogołocony ze wszystkiego co zbędne. Zostaje materac do spania i biurko. Piję dużo zielonej herbaty, ale z medytacją mi nie idzie…

scena trzecia:

W „Wysokich Obcasach” czy „Twoim Stylu” czytam wywiad z Karoliną Gruszką. Wywiad w którym reporterka opowiada o wyjątkowym podejściu Karoliny do dóbr materialnych. Z jakiegoś powodu wrażenie robi na mnie trzymanie przez nią na krawędzi wanny szarego mydła na zakrętce od słoika. Pierwsza celebrytka, która nie używa tony kosmetyków- prawdziwe objawienie w moim świecie.

scena czwarta:

Fragment osobistych zapisków z czasów randkowania z moim mężem:

„U pani pod Lotem kupuję tulipany. Cztery pięćdziesiąt. (…) Wstawiam je do słoika po ogórkach. Taka urocza profanacja. Chodzi tylko o to, by nie posiadać przedmiotów. Taki wazon, pierwszy lepszy, dawałby poczucie zadomowienia, przywiązania. Precz z przywiązaniem.

Strasznie dużo poduszek, mówisz
zrzucając kilka na tłusty parkiet

Masz tylko jedną poduszkę, mówię
wciskając sweter pod głowę

Nie potrzebuję, ta podłoga
tak się świeci, przedmioty, nie więcej niż
dwa kubki, nie więcej niż jeden koc, mnie
nie posiadają
tak
zgadzam się
pocierając łydkę
rzeczywiście

Jeśli nazywasz to wolnością
To wolę wolność przed obawami”

scena piąta i ostatnia

Nadal nie jestem ascetką, choć minimalizm nie daje się zapomnieć. Zewnętrzne poukładanie i ogarnięcie otoczenia uspokaja, ułatwia koncentrację i pozwala mi się skupić. Mąż mówi „natręctwo”.
Co do rzeczy, które przepływają przez nasz dom, nie umiem podejmować szybkich decyzji, ale jeśli już na coś się zdecyduję to jestem z zakupu/ wymiany czy twórczości własnej bardzo zadowolona.
Największą trudność stanowią przedmioty, które znalazły się tu przypadkowo: impulsywne okazyjne zakupy, prezenty… Jeśli ich nabycie nie było świadomą decyzją a decyzją w amoku lub decyzją czyjąś- zazwyczaj okazują się zbędne.
Nadal nie mam pustych półek, uniformu brak, mam też więcej niż dwa kubki… ale z czasem będzie tylko lepiej!
A jak zaczęła się Twoja droga? Zaczęła się?:)

siwy update

Jeżeli cierpliwie odwiedzasz tą stronę mimo ostatniej przerwy w działaniach (za co bardzo Ci jestem wdzięczna!) to być może pamiętasz mój manifest w temacie siwych włosów [KLIK] Jeśli natomiast nie wiesz o czym mówię, tym bardziej zajrzyj:)
Dowiesz się między innymi dlaczego jakiś czas temu przestałam farbować włosy. Jak sytuacja na mojej głowie wygląda dziś? I jak się czuję przeprowadzając ten eksperyment?
No cóż, czuję się różnie:) Aktualnie nie mam na już ani odrobiny farby. To co widać na zdjęciach to naturalny kolor. Przy kiepskim świetle srebrne włosy nie są specjalnie widoczne, przy dziennym owszem- są. Najwięcej na skroniach, ale właściwie „brokat” przebija się wszędzie…

IMG_4977IMG_1574bIMG_5029IMG_5031

Minusy:

Co ludzie powiedzą?:)

Mimo, że mnóstwo rzeczy w życiu robię „inaczej” i kiedyś niespecjalnie się martwiłam opiniami innych to w kwestii wyglądu/ odmładzania się bądź starzenia, wcale nie jestem taka opinioodporna. Nie spotkały mnie wprawdzie żadne złośliwe komentarze czy uwagi, jednak wciąż mam świadomość jak siwizna jest odbierana. Trudno takie myśli zignorować, choć bardzo się staram.

Makijaż.
Zauważyłam, że z tymi „nieidealnymi” włosami znacznie większą uwagę przywiązuję do makijażu. Gorzej niż przedtem czuję się „w stanie surowym” czyli bez makeup’u i rzadziej się na taki stan decyduję. Zaraz, czy ja w ogóle wyszłam z domu bez makijażu?…:(
Oczywiście, szukam tu rozwiązań stosunkowo naturalnych i nigdy nie jest to maska z podkładem, konturowaniem i pudrem na wierzchu, ale jednak- krok, który w założeniach prowadził ku naturze, zmierza w stronę zgoła odmienną.

Oczywiste plusy to zero problemów ze skórą głowy, brak podrażnień, świadomość jaka chemia mnie omija i całkiem zdrowe włosy… Bezproblemowe właściwie, mimo że niespecjalnie się nad nimi rozczulam.

Co dalej?
Podsumowując: Nie uważam, że jest to najlepsza droga. Wydaje się jednak… jedyna? Nie jest łatwo przestawić ścieżki umysłu a powracające poczucie, że gdzieś tam, coś nie jest takie jak być powinno to nic fajnego. Kusiło mnie już, by temat zamknąć i odpuścić, ale jak sobie przypomnę zapach farby do włosów i fakt, że przed dwa dni od zabiegu nie mogę spać od tego zapachu… to mi się odechciewa. Kusi mnie też zmiana bardziej radykalna- utrakrótkie cięcie.
Doradźcie, co robić?

kubek w kubek / recycling

IMG_5049
IMG_5057

Czasem przychodzi taki wieczór, że oklejenie kubka na ołówki- sznurkiem- staje się palącą potrzebą chwili i zwyczajnie nie można się temu oprzeć. Ozdobienie jednego to za mało! U mnie szaleństwo skończyło się na trzech, a jest to tak proste DIY, że każdy sobie poradzi. Polecam gorąco!

Potrzebujemy:
– pojemniki, kubki, niepotrzebne puszki
– sznurek bawełniany lub inny
– farbki do tkanin (u mnie złota i czarna)
– pędzel raczej gruby
– pistolet na klej (niestety konieczny! Inny klej raczej sobie nie poradzi)
– pasmanteryjne tasiemki do zakrycia odciętego sznurka- opcjonalnie

IMG_4953
IMG_4956
IMG_4959
IMG_4962
IMG_5050

1. Sznurek rozwijamy i malujemy kleksy w nieregularnych odstępach. Dajemy mu chwilę na wyschniecie.
2. Końcówkę sznurka przyklejamy klejem na gorąco do krawędzi puszki/ pojemnika.
3. Owijamy aż zapełnimy całą jej powierzchnię.
4. Końcówkę znów przyklejamy do krawędzi, odcinamy resztę.
5. Maskujemy odcięty sznurek ozdobną tasiemką.

Ponieważ na moim biurku królują klimaty graficzne a kolorystyka jest wyciszona prawie do zera- konsekwentnie użyłam jedynie czarnego i złotego koloru, ale może Wy skusicie się na inne?

mending

A

Tak jak nie doczekam się pewnie mody na naturalną siwiznę (a do tego tematu wrócę niebawem, należy bowiem poczynić aktualizacje), tak i cerowanie oraz łatanie ubrań raczej jest powodem do wstydu… podczas gdy WCALE NIE JEST!
Kiedy ostatnio widziałeś kogoś w zacerowanym swetrze? W połatanych portkach? Obciach, prawda? Myślę, że takie obrazy w mojej głowie sięgają czasów przedszkolnych lub wczesnoszkolnych czyli pierwszej połowy lat osiemdziesiątych. Później nawet swetry robione ręcznie, a nie maszynowo były traktowane po macoszemu. Wstydziliśmy się tego rodzaju rękodzieła bo kojarzyło się z biedą, cóż… biedy ubraniowej nie ma a my nadal się wstydzimy…

Jednocześnie, kiedy zajrzeć w głąb tego zjawiska- naprawianie elementów garderoby i innych domowych tkanin jest niezwykle szlachetne, z wielu powodów.

Zamiast wyrzucić zniszczoną rzecz, przedłużamy jej żywot, nie przyczyniamy się do rosnącej góry śmieci; okazujemy szacunek do tego przedmiotu, wdzięczność, że nam służy (tak, wiem, posuwam się niebezpiecznie w obszary filozofii wschodnich i metody Kon Mari:) ). Ponieważ w cerowanie czy łatanie wkładamy pewien wysiłek, utwierdzamy się też w słuszności wyboru akurat tego przedmiotu, nie innego, jesteśmy konsekwentni, zazwyczaj więc rzecz ta jest z nami kompatybilna a obrany kierunek słuszny. Dodatkowo, wszelkie prace ręczne, mogą mieć działanie terapeutyczne a według mnie ścibolenie igiełką należy bezdyskusyjnie traktować jako rodzaj medytacji.

C
B

Ponad tymi bardzo racjonalnymi przesłankami mamy też górę pozytywnych emocji. Naprawiane ręcznie, łatane, cerowane, traktowane z czułością i szacunkiem obrusy, serwetki, ściereczki czy ubrania są ogromnie wzruszające. Pozostawiamy na nich swój znak wodny, odciskamy swój stosunek do świata materialnego a ślady te trwają dłużej niż my sami.

Moja babcia pozostawiła mi sporo pamiątek, które bardzo lubię. Ale wiecie co? Złoty pierścionek jest na dalszym miejscu, podczas gdy na pierwszych są: własnoręcznie wyhaftowany przez nią obrazek czy cerowany kilkakrotnie płócienny worek na pieczywo lub ostatni zrobiony przez nią sweter.
Jej stosunek do przedmiotów codziennego użytku był skrajnie inny od współczesnego, ale mam wrażenie, że i nam powoli zmienia się ta hierarchia wartości. Powracając raz jeszcze do Kon Mari- której książka robi ostatnio furorę – jej kluczem do wyboru ubrań jest pytanie „Czy ta rzecz przynosi mi radość?”
Dopowiem tylko, że jeśli ta rzecz przynosi Ci radość, warto przedłużyć jej życie:)

814785

źródla zdjęć: [1],[2],[3],[4],[5],[6],[7]

zdrowa sypialnia

Drugiego maja, w samym środku majówki wylądowałam w Obi, na chwil kilka, z zamiarem zakupu kilku śrub i nakrętek. Okazało się jednak, że sklep okupuje dziki tłum ludzi żądnych farb, pędzli oraz płyty wiórowej a kolejki przy wszystkich czynnych kasach (!) sięgają pierwszych alejek.
Zrozumiałam, że wprawdzie wszyscy mieliśmy jakieś plany wyjazdowe, na facebooku rządzą plenerowe sesje nad grillem, ale niektórych dopadła smutna rzeczywistość, rozejrzeli się po własnym lokum wypoczętym i wreszcie wyspanym okiem, w związku z czym mały remoncik, lub przynajmniej wiosenna metamorfoza stały się priorytetowe.
Jesteś o krok przed wprowadzeniem wiosennych zmian w swoim domu? Dziś będzie o tym, co warto mieć na uwadze by te zmiany były zdrowe. Rozpoczynam od tematu sypialni, spędzamy w niej bowiem 1/3 życia a od jakości naszego snu w dużej mierze zależy jakość dnia. Naprawdę warto tu podjąć rozsądne decyzje!

1. Farby.

W pierwszym odruchu odpuść sobie takie technologiczne cuda jak farby zmywalne z domieszkami lateksu lub teflonu, a także pozostałe tego typu wynalazki, bowiem cudów nie ma. Zarówno pierwszy jak i drugi składnik jest wysoce toksyczny. Najbardziej truje podczas samego malowania i schnięcia, jednak później też nie należy do specjalnie bezpiecznych. Szczęśliwie w sypialni zastosowanie farby bez tych dodatków, a jeszcze lepiej- znalezienie wersji ekologicznej, nie powinno być problemem.

1

2. Podłoga.

Wybierz drewno, w jak najmniej przetworzonej postaci. Deski, panele z warstwą drewna (chociaż lepiej deski!)… Jeśli pragniesz miękkości, uzupełnij całość mniejszymi bawełnianymi dywanikami, matami sizalowymi, lub (w wersji wypasionej) dywanem 100% wełnianym. Wykładziny dywanowe to samo zło. Samo tworzywo (najczęściej nylonowe włókna na polipropylenie) ma negatywny wpływ na nasze zdrowie, dodatkowo dywany bywają impregnowane przeciwpalnym PBDE, który jest rakotwórczy.

2

3. Meble.

Wykorzystaj to co masz. Jeśli planujesz zakup czegoś nowego- szukaj mebli z litego drewna, nie z płyt meblowych okleinowanych. Płyta wiórowa, sklejka, płyty, z których wytwarzane są plecy mebli- wszystkie mogą zawierać formaldehyd, ten sam utwardzaczo- konserwant, który mamy w lakierach do paznokci. Jego opary powodują uszkodzenia dróg oddechowych. Stwierdzono także związek pomiędzy wpływem działania formaldehydu, a zwiększoną zapadalnością na białaczkę.

3

4. Materac, tapicerowane wezgłowie.

Wybieraj wersje najbardziej ekologiczne, z możliwie naturalnych materiałów, szukaj materaca z dodatkami typu- mata kokosowa, wełna owcza, końskie włosie… Istnieją też podkłady, „materace” wypełnione łuską gryczaną lub gorczycą. Tego, że materac powinien być odpowiednich rozmiarów i właściwiej twardości pewnie nie muszę dodawać.
Za wszelką cenę unikaj gąbki, której elastyczność zawdzięczamy plastyfikatorom. Z czasem gąbka traci te właściwości, odkształca się i kruszy. Kruszące się drobiny unoszą się razem z kurzem i dostają do płuc. Tapicerowane meble i wezgłowia, w których wykorzystuje się gąbkę będą zachowywały się tak samo.

4

5

5. Pościel.

Poszukaj poszewek z tkanin w 100% naturalnych, oddychających: bawełny (najlepiej organicznej) czy lnu. Jeśli kupujesz nowy komplet- wybierz neutralną, naturalną kolorystykę. Przy bieleniu tkanin używa się chloru, który może zawierać bardzo szkodliwe dla człowieka dioksyny. Przy farbowaniu na wszelkie intensywne barwy, łącznie z czernią, używa się trujących barwników w dużym stężeniu.
Co do wypełnień kołder czy poduszek- zdania są podzielone. Moim zdaniem wszelkie wypełnienia syntetyczne nie są tak bezpieczne jak nam się je przedstawia (skoro dysponujemy danymi o szkodliwości poliestru- czemu rozdrobnione włókno poliestrowe ma być bezpieczniejsze, przeciwnie!), mimo że wskazane są dla alergików. W każdym razie warto pamiętać o innych rozwiązaniach. Godne polecenia są wałki/ jaśki wypełnione łuską gryczaną, choć do szelestu i zapachu trzeba się jakoś przyzwyczaić.

6

6. Powietrze.

Zadbaj o stały dostęp tlenu. Jeśli nie jesteś w stanie spać przy otwartym oknie, urządzaj porządne wietrzenie, pomyśl o roślinach filtrujących powietrze, jeśli to możliwe- nie zamykaj drzwi by zapewnić jego swobodny przepływ. Wszelkie badania potwierdzają, że im lepszy mamy dostęp do tlenu podczas snu, tym szybciej i sprawniej regenerują się nasze komórki. Jest nawet grupa ludzi, która urządziła swoje „sypialnie” w przydomowych ogródkach by cieszyć się tymi dobrodziejstwami.

7

7. Promieniowanie elektrostatyczne i elektromagnetyczne.

Na ile to możliwe, odłącz się od urządzeń elektrycznych i elektronicznych. Telefon i laptopa zostawiaj za drzwiami. W żadnym wypadku nie śpij z telefonem pod poduszką!

zdjęcia: pinterest.com

Post ten pojawił się także na naszym pracownianym blogu. Jeżeli interesuje Cię tematyka ekologicznych wnętrz, koniecznie zajrzyj na regreen.com.pl