poddupnik

W idealnym życiu moja praca nie polegałaby na spędzaniu wielu godzin przed komputerem na biurowym krzesełku, na którym przyjmuję ekstremalnie niezdrowe pozycje a przerw robię zbyt mało i zbyt krótkie… W życiu realnym natomiast tak się zdarza. Wcale na ten fakt nie narzekam. Zazwyczaj bowiem przykuwa mnie do stanowiska pracy totalny szał twórczy, flow i jak zwał tak zwał, są to chwile przyjemne. Zdarza się więc wielogodzinne siedzenie, z nogami pod brodą, „po turecku”, krzywienie (się), garbienie, pokrzykiwanie męża „jak Ty siedzisz?!”. Przy lepszych umiejętnościach akrobatycznych być może uda mi się kiedyś zawijać w bardziej zdrowy i ergonomiczny precelek. Póki co jednak… siedzę.

Próbowałam stać, chodzić na steperze, testowałam balansowanie na piłce- można te urozmaicenia stosować z powodzeniem i prawdopodobnie- należy, najczęściej jednak potrzeba skupienia i precyzji wygrywa, tym samym wygrywa też biurowe krzesło. A biurowe krzesło, jak wszyscy wiemy, nawet najbardziej wygodne, z odpowiednimi podparciami, kątami i podłokietnikami, składa się z tworzyw sztucznych. Pomijając konstrukcję, bo tu zależnie od modelu i producenta występują przecież różnice, siedzisko ZAWSZE jest z tkaniny poliestrowej lub sztucznej skóry, a jego wypełnienie to również przeróżne pianki i gąbki. Często tkaniny te i/ lub wypełnienia są dodatkowo impregnowane, mogą być plamoodporne, np. z dodatkiem teflonu, lub ognioodporne (toksyczny BPHA).
Czyli mamy pupę przyklejoną do nieoddychającej plastikowej mieszanki przez wiele godzin godzin dziennie, tak, jakbyśmy całe dorosłe życie spędzali w pampersach. I nigdy z tego nie wyrastamy niestety…
Mimo, że koronkowe majty dawno zastąpiliśmy bawełnianymi, mimo dbałości o higienę i mimo rozwagi w wyborze kosmetyków, nadal możemy borykać się ze stanami zapalnymi, podrażnieniami, alergiami w okolicach intymnych, czy wypryskami na pośladkach.

Co z tym zrobić? Oczywiście fajnie byłoby ograniczyć samo siedzenie, a przynajmniej robić przerwy:)
Przede wszystkim jednak doskonale działa IZOLACJA. Innymi słowy „poddupnik”. Poddupnik to poduszka, wielkości siedziska (może być poszewka na jasiek) z naturalnej i oddychającej tkaniny (bawełna/ len). Jasiek, koniecznie zapinany na zamek, wypełniamy nie gąbką i nie watą poliestrową , ale łuską gryki. Łuska gryki działa antyalergicznie, przeciwzapalnie, więcej na jej temat znajdziecie w poście o gryczanych jaśkach [KLIK]. Wypełniamy poduchę w takim stopniu by wygodnie nam było na nim siedzieć, nie może być twarda jak kamień:) Kiedy chcemy uprać poszewkę, łuskę gryki wysypujemy i wietrzymy jeden dzień na słońcu, po praniu wsypujemy ponownie.

il_fullxfull.928309659_1xoeil_fullxfull.928567254_oebt

Cóż, może nie jest to rozwiązanie zgodne z wizją projektanta biurowych krzeseł, ale myślę, że estetycznie nie taka znowu tragedia a przecież działa! Co myślicie o plastikowych krzesłach? Jak sobie z nimi radzicie? Jeśli mój pomysł Ci się spodobał, koniecznie daj znać!

źródła zdjęć: [1] [2]

Post ten pojawił się także na naszym pracownianym blogu. Jeżeli interesuje Cię tematyka ekologicznych wnętrz, koniecznie zajrzyj na regreen.com.pl

DIY: mgiełka do twarzy

IMG_5307
Odkąd moja cera z mieszanej- przetłuszczającej się przeszła w stronę mieszanej- suchej miewam dziwne zachcianki…:) Dziwne, dlatego, że nigdy wcześniej nie miałam potrzeby posiadania ani używania takich produktów jak płyny miceralne czy mgiełki do twarzy. Toniki znałam z czasów nastoletnich kiedy miały ujarzmiać skłonną do wyprysków skórę a krem nawilżający był głównym bohaterem mojej pielęgnacji i prawda jest taka, że wszystkie te dodatki traktowałam jak kaprysy kosmetycznych pasjonatek.

Jak bardzo się myliłam!

Jako, że aktualnie nawilżenia wciąż mało i w ostatnich upalnych dniach spędzanych troszkę bardziej na powietrzu czułam się jak owiana pustynnym wiatrem, zrobiłam sobie mgiełkę do twarzy. Jest tak przyjemna i łatwa w przygotowaniu, że muszę się z Wami podzielić przepisem.

IMG_5341

Potrzebujemy:
– buteleczki z atomizerem. Miałam szklaną, brązową, zakupioną na inne kosmetyczne potrzeby ale może to być buteleczka po innym zużytym produkcie.
– 2 łyżki suszu roślinnego na którym będziemy bazować. Mogą to być: kwiaty lawendy, kwiaty nagietka, rumianku czy zielona herbata- zależnie od Waszych potrzeb i preferencji. U mnie wygrał nagietek. Susz zalewamy wrzątkiem (250-330ml) i zaparzamy jak zwykłą herbatkę. Po kilkunastu minutach odcedzamy i czekamy aż ostygnie.
– 10 kropli olejku eterycznego, również dowolnego. Może być: lawenda, drzewo herbaciane, kojący i chłodzący eukaliptus czy mięta lub orzeźwiająca pomarańcza. Lawenda i drzewo herbaciane ma dodatkowo właściwości antyseptyczne i będą naturalnym konserwantem.

„Mgiełki do twarzy:
– Oczyszczają skórę
– Odświeżają i orzeźwiają
– Rozświetlają, nawilżają i tonizują skórę
– Utrwalają makijaż
– Koją skórę”

IMG_5313

Jestem zachwycona kojącym działaniem tej prostej mieszanki. Z trwałością produktu pewnie nie będzie rewelacyjnie, dam Wam znać. W końcu to tylko ziołowy napar, ale trzymanie go w lodówce powinno troszkę pomóc a chłodzić tez będzie skuteczniej. No i ten zapach! Ostatnio uwielbiam zapach drzewa herbacianego, najchętniej zrobiłabym takie perfumy:)
Jeśli spodobał Ci się ten pomysł lub planujesz swoją ukochaną kompozycję, koniecznie zostaw komentarz!