samotność

5
„ Samotność hodujemy dopóki ona nam coś daje. Podobnie z życiem towarzyskim, jeśli nam coś daje, to się w nie angażujemy. Kiedy w grupie doznajemy poczucia pustki, marnowania czasu i energii, to się z niej wycofujemy. To więc nie jest tak, że ja wydoroślałem i stałem się samowystarczający. Teraz nie znajduję… a może nie mam takiej umiejętności… dotarcia do grup ludzi, którzy potrafią sobie coś wspólnie dawać, a nie tylko udawać lub ograniczać się do wykonywania gestów i uczestniczenia w obrzędach. Obrzędy bez wiary i prawdziwego przeżycia są mi niepotrzebne.”
Zbigniew Joachimiak w rozmowie z Martą Fox, „Ogrodnicy Północy” Marta Fox

Tym tekstem pan Zbigniew Joachimiak, Gdański poeta, znany w końcu lat osiemdziesiątych podsumowuje w roku 1997 swoje relacje z dawnymi przyjaciółmi, z otoczeniem.

Odnalazłam to zdanie wczoraj przypadkiem, bo chętnie wracam do przeróżnych książek poetyckich a „Ogrodnicy Północy” są jakoś wyjątkowo bliscy ze względu na Gdańsk i czasy, do których mam sentyment… Dwie sprawy przykuły moją uwagę.
Jest to cytat obrazujący mój własny, dotychczasowy stosunek do samotności i do „innych”, bardzo więc bliski i zauważalny w morzu innych wypowiedzi, trafny! Dotąd bywam absolutnie samowystarczalna i jak mawia król Julian w Madagaskarze „tentegowanie” w mojej własnej głowie jest wystarczającą rozrywką. Ale postawa ta chwieje się coraz bardziej jak z mozołem budowany dom na zbyt kruchym fundamencie. Nie o to już bowiem chodzi, że mi jest wygodnie z samotnością, choć spór o to, że w każdym z nas siedzi ukryty hedonizm zaliczyłam z panią polonistką już w liceum; niezaprzeczalnie jest. Chodzi o ten moment kiedy ciężar przenosi się z JA na ONI i zaczynamy pytać, nie co ono nam daje (to wspomniane w cytacie życie towarzyskie) lecz co ja daję jemu? Co ja daję najbliższemu otoczeniu? Ludziom, którzy stają na mojej drodze? Być może czas zmienić perspektywę?
Druga rzecz to kwestia szczerości względem samego siebie. Obrzędy pozbawione przeżywania, choćby nie wiem jakim były misterium- nigdy mnie nie interesowały. Nie odnajduję się więc w przeróżnych zwyczajach i tradycjach, bo to co czuję jest zawsze ważniejsze. Nie rozumiem i nie czuję ślubnych ceremonii, wesel tym bardziej, powinności towarzyskich, manipulacji, kościelnych obrzędów a im mniej te wszystkie kulturowe warstwy rozumiem tym większą mam wiarę, tym sprawniejszy wewnętrzny kompas.
Samotność to rzecz piękna, byle nie była ucieczką.
Ważniejsze jest to co dajemy, skoro już umiemy świadomie czerpać.
Jeszcze ważniejsza jest szczerość. We wszystkim, bez wyjątków.

Od kilku dni polujemy z aparatem na świetliki, ale albo jest za jasno, albo robaczków za mało. Popatrzcie więc na te sprzed dwóch lat:

34IMG_0188

babeczki jaglane z borówkami

IMG_5533
IMG_5518

Nie ujawniałam się ostatnio z żadnymi przepisami, bo powiem Wam szczerze, że po kilku już latach wiecznych eksperymentów z kuchnią wegańską i ciągłego kombinowania, przyszedł czas na stabilizację:) Wypracowaliśmy sobie całkiem sporo zawsze sprawdzających się dań i zdecydowanie idziemy w stronę prostoty. Ponieważ nie są to żadne wielkie odkrycia kulinarne, nie mam też śmiałości zawracać Wam nimi głowy. Niektóre z ulubieńców zasługują jednak na uwiecznienie i tak też było z tymi babeczkami, chciałam im zrobić tylko zdjęcia. Robiłam je milion razy! Sprawdzały się wszędzie- na piknikach, w podróży i w domu (podróże znoszą całkiem nieźle co jest ich niewątpliwą zaletą) a przy tym… są zdrowe, bo składają się głównie z kaszy! Co Wy na to?

Babeczki składają się z trzech części a wszystkie z nich można naturalnie dowolnie modyfikować:

1. owoce: borówka amerykańska, jagody, wszystko co drobne i ładnie wygląda w połączeniu z budyniem:) Owoce ciasno układamy na dnie foremek.

IMG_5485

2. budyń z kaszy jaglanej: 1 szklankę kaszy jaglanej moczymy kilkakrotnie zmieniając wodę (minimum pół godziny). Ja często zapominam o niej nawet na kilka godzin… Przepłukujemy przed wsypaniem do garnka by pozbyć się resztek jaglanej goryczki. Kaszę zalewamy 1 szklanką mleka kokosowego i 0,5- 1 szklanki wody. Im więcej wody tym rzadszy będzie budyń a ma być on z gatunku tych gęstych, zamieniających się w beton:) Gotujemy słodząc daktylami lub ksylitolem (u mnie 3 łyżki). Rozgotowaną po ostygnięciu kaszę blendujemy na „budyń” i wypełniamy foremki.

IMG_5489

Budyń można udoskonalić dodając: odrobinę soku z cytryny- masa będzie wtedy bardziej sernikowa; startą skórkę pomarańczową (aromatyczna) lub ekstrakt waniliowy w proszku…

3. wiórki kokosowe: paczkę/ niecałą szklankę wiórków kokosowych prażymy na łyżeczce oleju kokosowego. Wiórkami dopełniamy foremki, mocno je dociskając.

IMG_5492
IMG_5493

Gotowe babeczki wstawiamy do lodówki na kilka godzin.

Z podanej porcji wychodzi około 20 babeczek. Smacznego!

IMG_5515

jak przetrwać okres?

2615d7a4b558edf9c2681e284cd68a47Po takim tytule pewnie spodziewasz się rad w stylu „zjedz tabliczkę czekolady, obejrzyj po raz setny Dziennik Bridget Jones a jutro będzie lepiej”. Nie! Nie tutaj! Nie mam wszak piętnastu lat a dużo więcej i długo już tego typu instrukcje wkurzają mnie swoją powierzchownością. No i… wiesz… to nie działa!:)

Należę do tej grupy kobiet, które co miesiąc naprawdę cierpią. Bardzo. Zmiana diety na wegańską i różnego rodzaju oczyszczania oraz detoksy nic w tej kwestii nie zmieniły. Złote myśli z gatunku „jak urodzisz dziecko to Ci przejdzie” też nieszczególnie się przydają w sytuacji gdy o dziecko trudno… i tak borykam się z problemem, powiedziałabym nawet, że borykamy się razem, bo obok wijącej się z bólu żony trudno przejść obojętnie, a jak policzę ile tabletek przeciwbólowych zjadłam w życiu to mi się robi słabo…

Jakiś czas temu przyszło mi do głowy, że w końcu wszystko jest „po coś” i skoro w innych momentach potrafię odczytywać komunikaty mojego ciała, to prawdopodobnie i tu ma mi ono coś do powiedzenia.
I nie jest to raczej: „nażryj się czekolady/ uzupełnij żelazo” ani „znieczul się durnym filmem/ odwróć uwagę”, cokolwiek by pisał Cosmopolitan czy inna Pani Domu.

Kiedyś w pewnych rejonach świata a w kilku kulturach plemiennych pewnie i dziś miesiączkujące kobiety oddalały się od reszty plemienia, spały gdzie indziej, przebywały w swoim towarzystwie, wspierały się i pomagały sobie wzajemnie. W Starym Testamencie kobieta miesiączkująca jest „nieczysta” i mnóstwo jest przepisów dotyczących okresowej separacji pomiędzy nią a resztą rodziny. Co byśmy nie myśleli o „nieczystości” jako takiej a ja sądzę, że to kwestia cechującego negatywnie tłumaczenia słowa, sam pomysł odosobnienia wydał mi się ciekawy.

Na pewno, jest to czas wyjątkowy w naszym comiesięcznym cyklu i jako taki należałoby go traktować. Nie wydaje mi się by spychanie tematu na margines, uczestniczenie w codzienności w ten sam sposób co zawsze, łykanie tabletek żeby był mniej zauważalny, ogłupianie się serialem i tym podobne techniki działały na naszą korzyść. Nie po to jest nam dany ten cykl byśmy go ignorowały. Postępując w zgodzie z własną „dynamiką” jesteśmy w zgodzie z własnym ciałem, dostrzegamy je na innym poziomie, to bardzo piękna lekcja o ile jesteś w stanie to zauważyć.

Przyszło mi do głowy, że wprawdzie izolacja w naszych życiowych realiach byłaby śmieszna (i skąd bym wzięła tą kobiecą grupę wsparcia chętną do koczowania pod namiotem?!) to jednak można okresowo wycofać się z pewnych obszarów skupiając uwagę na innych.
Na czym? Na kobiecości oczywiście.
Nigdy dotąd nie próbowałam nawet zdefiniować czym jest dla mnie kobiecość, nie mówiąc już o świadomym podejściu do jej budowania. Czy nie jest przypadkiem tak, że nasze ciała próbują nam o tym przypomnieć? Czy ból nie jest zwróceniem uwagi na fakt, że pewna część naszej osobowości pozostaje „niedorozwinięta”?

Mimo, że jestem na początku tej drogi, chcę się z Tobą podzielić moimi pomysłami jak przetrwać ten trudny czas, mam nadzieję, że będą pomocne!

Głowa:

1. Zdefiniuj czym jest dla Ciebie kobiecość. Zapisz to na kartce/ na komputerze, w punktach a może napisz wiersz na ten temat. Przekop źródła, które doprowadziły do tego a nie innego pojmowania kobiecości, zastanów się która z kobiet w rodzinie/ w najbliższym otoczeniu miała na Ciebie wpływ i jaki? Jakie postawy to w Tobie utwierdziło?

2. Pomyśl o rytuałach wyjątkowych dla tego czasu, które wzmacniałyby Twoją kobiecość w tych aspektach, które chcesz wzmocnić. Stwórz listę. Na co dzień często brak nam czasu na jakieś zabiegi pielęgnacyjne czy spotkania w babskim gronie, pomyśl co będzie dla Ciebie najlepszym wsparciem w bolesnych chwilach?

3. Separacja. Zauważyłam, że podczas miesiączki moja odporność psychiczna na „męski świat” spada do zera. Nie znaczy to, że musimy się od razu wyprowadzać, ale już wspólne oglądanie meczu jestem w stanie sobie odpuścić. Nie jestem wtedy wojowniczką, ba! Nie jestem nawet kibicem a krzyki tylko mnie wkurzają.

4. Dystans. Kiedy między mną a mężem robi się większa przestrzeń, bo każde zajmuje się swoim światem, wszystko nabiera realnych/ zdrowych proporcji. Jako istota wyskokowo- emocjonalna potrafię rozdmuchać w swoich myślach jakiś problem, tak, że przysłania mi on całą resztę, podczas gdy reszta nadal ma się dobrze. Warto nabrać dystansu.

5. Sztukoterapia. O sztukoterapii z dziećmi pisała niedawno moja koleżanka tutaj> KLIK
Kiedyś szycie poduchy- macicy> KLIK i malowanie waginy> KLIK wydawało mi się absurdalne, ale nie o racjonalizm tu chodzi, chodzi o terapię. Może więc dajmy szansę podobnym aktywnościom!

Ciało:

1. Pamiętaj, że ciało nigdy nie jest przeciwko Tobie. Nie stoi po drugiej stronie barykady by dać Ci popalić. Ból też nie zdarza się dlatego, by zrobić Ci na złość. Nie walcz z nim. Zaakceptuj. Zatroszcz się o nie, bo ono robi wszystko co w jego mocy by pozostać w jak najlepszej sprawności.

2. Skoro skurcze służą oczyszczaniu macicy, wykorzystaj ten czas na inne rytuały oczyszczające. Wszelkie detoksy, maseczki, picie czystka, a nawet palenie kadzidła… cokolwiek przyjdzie Ci do głowy, na pewno ma większy sens niż ibuprom.

3. Wino. Jako osoba nie pijąca alkoholu, jako zwolenniczka ekstremalnie zdrowej diety, zielonej herbaty i kaszy jaglanej muszę powiedzieć, że kieliszek wina, a nawet dwa, działa na mnie lepiej niż paracetamol! Paracetamol łagodzi ból, to prawda, choć nigdy nie docieram do momentu kiedy nie boli nic a nic, pozostawia natomiast (poza zatruciem organizmu- wszak nie jest landrynką) napięty odcinek lędźwiowy i promieniowanie skurczów na całą okolicę czyli brzuch, dół pleców i u mnie nogi (!). Miewałam tak straszne skurcze, że czułam się jak poddawane impulsom elektromagnetycznym żabie udko… Wino:) Rozluźnia.

4. Troska. Wiesz, coś jak okrywanie kogoś kocykiem:) Gdyby Twoja macica była odrębną osobą, którą męczą torsje, co zrobiłabyś by jej pomóc? Ciepłe okłady, masaże odcinka lędźwiowego i okolic rozluźniają, podobno dobrze działają określone pozycje jogi ale moja sytuacja jest zbyt ekstremalna by próbować. Jeśli możesz- spróbuj. Ukochaj ją.

5. Outfit. Fajnym pomysłem wydaje mi się zaplanowanie pewnego uniformu ubraniowego na ten czas. Coś co będzie miękkie, przyjemne w dotyku, kobiece, w czym będziemy czuły się wyjątkowo, a jednocześnie coś wygodnego, co sprawdzi się w podobnych okolicznościach.

Jeśli spodobały Ci się moje pomysły, lub masz jakiej inne okresowe rytuały, koniecznie napisz w komentarzach. Kiedy już bardziej wypracuję swoją drogę postępowania- na pewno się nią podzielę na blogu!

Ilustracja: [1]