czas rozliczeń

Ponieważ na wielu blogach nadszedł teraz czas podsumowań i refleksji nad minionym rokiem, nie ma zmiłuj i coś podsumować należy!
Nudy i rzeczy poważne pozostaną moją tajemnicą, nie jest to bowiem dla nikogo z czytelników treść atrakcyjna, że się człowiek nierównomiernie rozwija i kilka dziedzin w życiu mu podupada.

Jest za to jeden ogromny pozytyw, którym podzielę się z miłą chęcią.
Pierwszy raz w życiu jestem tak ogarnięta/ świadoma/ uświadomiona? w tematach kosmetyczno- pielęgnacyjnych. Cztery czy pięć lat temu stawiałam pierwsze kroki wyrzucając z łazienki całe chemiczne zło, ale oznaczało to mniej więcej tyle, że do dyspozycji pozostawało szare mydło, ocet i jakiś olej… Łatwo się więc domyślić, że efekty tych „zabiegów” bywały różne. Nigdy też, w czasach toksycznej, drogeryjnej przeszłości nie byłam kosmetycznym ekspertem a temat pociągał mnie umiarkowanie.
Przeryłam sporo blogów, vlogów i książek, przy czym te ostanie zaczęły się pojawiać na naszym rynku nie tak dawno! I wreszcie mam wrażenie, że mniej więcej rozumiem czego potrzebuje moja skóra i jak się o nią troszczyć. A już najmilsze ze wszystkiego jest to, że czasem widać efekty! Bywamy w coraz lepszej kondycji, brawo;)

Ostatnim odkryciem i jednocześnie ogromnym ulubieńcem stał się balsam do mycia twarzy, z przepisu Czarszki, który od ukręcenia towarzyszy mi codziennie. Jest wspaniałą alternatywą dla OCM, którego zawsze bałam się ze względu na cerę naczynkową, nie wspominając o moich własnych przepisach na facewash’e > KLIK, które ze względu na peelingujące drobinki też mogą powodować podrażnienia.

I jeszcze jedno- zapach! Uwielbiam zapachy zielarskie, męskie, konkretne, nie szaleję natomiast za słodkimi: owocowymi, kwiatowymi… Balsam pachnący olejkiem rozmarynowym i drzewem herbacianym mógłby jak dla mnie robić za perfumy. Jest to więc najbardziej relaksujący wieczorny rytuał w moim domowym SPA. Polecam Wam gorąco!

IMG_7416
IMG_7426
IMG_7672

Przepis na balsam i metodę używania go znajdziecie tutaj > KLIK