coś do chleba

bread-making-1039261_1920

Taka sytuacja: przed sklepem spożywczym zaczepia mnie facet, dwaj pozostali siedzą za nim na obsikanym murku. Prosi o coś do jedzenia bo oni tak tu siedzą razem a bezdomni są. Mżawka, niebo sine, mam wrażenie, że od zawsze, choć to pewnie zaledwie dwa tygodnie minęły od ostatnich chwil słońca. Depresja i głód. Pytam czego potrzebują.

W odpowiedzi słyszę „coś do chleba… ser, wędlinę jakąś…”
Kupuję. Głównie ser:(
Przebiegam dwie ulice dalej: chłop słania się przed szeregiem kamienic. Zagaduje. Że on nie jest pijakiem, on jest chory i że głodny. Mówię: obiadu nie mam jak panu kupić, nawet sklepu spożywczego tu nie ma w okolicy, a co by pan chciał? „Klika groszy, na coś do chleba…”

Nie chcę dziś opowiadać o tym, że jest bieda, choć podczas jednej wycieczki „do miasta” (mieszkamy bowiem daleko od centrum) były cztery takie przypadki. Chcę zwrócić uwagę na to co jest spełnieniem marzeń, co zaspokaja apetyty, co jest bazą i mantrą jakąś powtarzaną przez ludzi.

Coś Do Chleba.

Coś do chleba mamy wdrukowane jako kod, tak głęboko, że nawet nie zwracamy uwagi jak kiepski jest to wybór. Oczywiście nie o to chodzi by kogokolwiek osądzać za jego wybory żywieniowe, tym bardziej, że z uwagi na trudną sytuację wybory te są mocno ograniczone, tylko…

Chleb nas nie karmi. Ser ani wędlina tym bardziej, ale o tym będzie za moment.

W Polsce przyznanie się do tego, że nie jesz nabiału, nie jesz mięsa a co gorsze nie jesz chleba to towarzyskie samobójstwo. Większość ludzi traktuje to jak ogromne wyrzeczenie lub szaleństwo a przecież wszystko to jest kwestią przyzwyczajenia.
Mój mąż poproszony przez bezdomnego o jedzenie zaproponował mu banany. Miał akurat dla siebie całą kiść na lunch. Bezdomny odszedł oburzony. Czy banan jest niejadalny?

Mięsa nie jem od lat mniej więcej piętnastu, z małymi incydentami i nie było to żadnym wyrzeczeniem. Nabiału nie jemy od lat trzech i wyszło mi to bardzo na zdrowie. Chleb jemy „od święta”, na początku piekłam żytni na zakwasie, teraz jakoś nam przeszło. Nie są to reguły,które zdominowałyby nasze życie, nie robimy z tego wielkiej sprawy a bez tych produktów czujemy się znacznie lepiej. Nie wiem jednak czy zdobylibyśmy się na tą otwartość umysłu gdyby nie moja alergia. Czasami widocznie trzeba dostać porządnego kopa by wyjść poza utarte szlaki.
bread-1494947_1920

Gdybyśmy przeszli na tryb oszczędnościowy robiłabym do jedzenia wielkie ilości kasz i strączków. Worek kaszy jest tańszy od chleba, od sera, i od kiełbasy. Warzywa sezonowe, cebula i kapusta, garść fasoli, to tania i zdrowa kuchnia, czemu nikt o tym nie pamięta?
Pszenny, ogólnie dostępny chleb składa się z paskudnej mąki, najgorszego rodzaju soli, spulchniaczy i masy innych środków chemicznych. Ser i mięso są takie jak nasza hodowla zwierząt, czyli pomijając etykę- pełne antybiotyków, hormonów, stresu i nieszczęścia. Tymi nieszczęściami karmimy cały świat tylko dlatego, że wpadliśmy w taką rutynę. To ignorancja sprawia, że nie umiemy i nie chcemy dostrzegać innych możliwości. A nawet jeśli dojrzymy kątem oka, że ktoś działa inaczej, nazywamy go świrem.

Bieda natomiast jest nie tyle zjawiskiem materialnym co (a może przede wszystkim!) mentalnym.

Czy macie za sobą podobne doświadczenia czy to jednak szaleństwo z mojej strony?;)

pigeons-1208334_1920

3 Thoughts on “coś do chleba

  1. Ach jak dobrze to rozumiem, to, o czym piszesz w tym poście… Czasami z zatroskaniem spoglądam na ludzi kupujących chleb i inne te „rzeczy” zwane żywnością. Czasami wtrącam takie zdanie do znajomych (którzy nadal się dziwią, jak można nie jeść chleba, mięsa, nabiału…) mówię wóczas: „Popatrz, skoro na jednej półce w całym sklepie jest etykietka że to półka ze zdrową żywnością, to nie daje ci do myślenia, co w takim razie jest na pozostałych?” ..ale i taki argument wywołuje uśmiech i traktowany jest raczej jako żart.

    Co do żywienia to bardzo podobnie wszystko odczuwamy:)
    Odkąd zaczęłam się zgłębiać w te tematy, spożywanie zwierząt samo odeszło już daaawno temu, chleb był potem (mam na myśli ten typowy pszenny o którym piszesz właśnie) a na końcu, bo całkiem nidawno w sumie nabiał (jedynie jajka pozostały póki co, ale mamy je od naszych własnych radosnych i szczęśliwych kurek:) ..choć to pewnie kwesti aczasu, te jajka;) ..bo to przecież okres kury jest… ehh.. hmm.

    Ale cieszę się z faktu, iż coraz więcej ludzi wokoło zaczyna sobie uświadamiać pewne sprawy co do pożywienia:) W sumie mam koło siebie cztery takie osoby, w których dwie można pwiedzieć pod koniec ubiegłego roku przestału spożywać zwierzęta, co jest wielkim postępem:)
    Bo ogólnie to mam poczucie, że świadomość ludzka wzrasta:) ..i mimo tego, że czasem widzi się różne „przypadki”, to sa to jednak nieodłączne obrazy towarzyszące rozwojowi – jest noc i dzień, białe i czarne… może po prostu tak musi być, by widzieć to co jest dobre to jakby musi istnieć coś przeciwnego…? choć może to nie jest do końca fajne… ale póki jest to może w ten sposób można by sobie to wszystko tłumaczyć;)

    Niechaj ten Nowy Rok przyniesie więcej zrozumienia:)

    Pozdrawiam cieplutko:)

    • shadesofgreen on Styczeń 17, 2016 at 10:20 pm said:

      Ojej, jak ja się cieszę, że masz podobnie! To znaczy, że nie jestem w tym wszystkim taka sama. Oczywiście, też mam kontakt z garstką osób odczuwających w tematach żywieniowych podobnie, ale to jest taka maleńka garstka… Większość na początku swojej drogi ku zdrowszemu trybowi życia a ja bym chciała wymieniać jakieś spostrzeżenia, doświadczenia, nie zawsze stać na przedzie i opowiadać o tym wszystkim :P Jakoś tak czuję, że słaby ze mnie przewodnik, chyba stąd potrzeba pisania tego bloga… tu łatwiej mi to przychodzi. Nie muszę liczyć się z każdym słowem i nie przejmuję się ocenianiem.
      U mnie dostęp do zdrowych jajek raz na jakiś czas jest (teściowa to skarb!) ale słabo je toleruję :( Jeszcze w małej ilości ujdą ale jajecznicy nie jestem w stanie zjeść, więc organizm sam wybrał wegańską wersję wydarzeń… Mam jeszcze pewne zmiany do przeprowadzenia, więcej surowego… to wciąż proces, ale wszystko w swoim czasie :) Pozdrawiam Cię również!

      • Wiesz, jajecznicy nie jestem już w stanie zjeść..nawet nie pamiętam kiedy ostatnio to miało miejsce..ale z pewnością będzie to już kilka dobrych miesięcy. Używam ich tylko jako „klej”;) do naleśników (swoją drogą bardzo smacznych – woda+mleko kokosowe+mąka kukurydziana+mąka jaglana (mieszanka mąk dowolna, ale ta kombinacja jakoś najfajniej się piecze:) +jajka) ..właściwie to znajadmy takie naleśniki z jakimś ciekawym farszem plus oczywiście duuużo żywego zielonego:) Dobrze, że posiadamy duużą patelnię ceramiczną, dzięki czemu proces pieczenia jest szybszy:) no i porcje są większe;)
        Też powolutku się pojawia więcej surowego, ale tak jak piszesz, to wszystko jest procesem i tak jest również w moim przypadku.
        Pozdrowienia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


5 × sześć =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation