życie zero waste

Zero-Waste-Woman

Minimalizm znamy już wszyscy. Został opisany dogłębnie a każdy z piszących o tym zjawisku minimalistów dysponuje własną jego definicją, każdy znajdzie więc coś dla siebie, każdy jakoś tam odnajdzie się w tym nurcie. Czasem odnalezienie to polega na formułowaniu powodów dlaczego minimalistą się nie jest. Ale to też dobrze! Jesteśmy w końcu różni… A ja cieszę się, że może w jakiejś części ewoluujemy z trybu traktowania przedmiotów konsumpcyjnie i automatycznie na tryb bardziej świadomy. Zawsze to dobry kierunek, ale!
Dziś mam dla Was nowe wyzwanie. Od dobrych kilku miesięcy, zainspirowana przez internety, rozmyślam nad życiem „zero waste”. Jeśli to pojęcie jest dla Was obce, w skrócie- chodzi o życie bez produkowania śmieci. Zupełnie. Jakichkolwiek. Taaaa…
Czy to w ogóle jest możliwe w naszej rzeczywistości? Podobno tak. Oddani temu pomysłowi ludzie podczas swoich wykładów pokazują, że przez rok uzbierali słoik śmieci, które rzeczywiście nie nadają się ani na kompost ani do recyclingu ani do żadnego innego śmieciowego obiegu. Słoik! Podczas gdy przeciętny Polak produkuje 250-300 kg śmieci rocznie, a wcale nie jesteśmy tacy źli w porównaniu z Amerykanami, którzy osiągają wynik aż 800 kg.

Słoik to szaleństwo i totalna skrajność, powiecie. Hmm… bardzo możliwe. Jednak większość promowanych przez ten styl życia zachowań to zachowania bardzo racjonalne, etyczne i przynajmniej część z nich moglibyśmy spokojnie wcielać w życie.

Jak?

Odrzucamy konsumpcjonizm. Kupujemy tylko rzeczy naprawdę potrzebne i użyteczne.
W miarę możliwości kupujemy rzeczy bez opakowań. Ubrania znajdziemy w second- handach, kosmetyki zrobimy sami w domu, przedmioty codziennego użytku naprawiamy, książki wypożyczamy lub wybieramy wersje elektroniczne itd. itp.
Jeżeli nie mamy możliwości kupić jedzenia bez opakowania to wybieramy opakowania papierowe (bo recycling), warzywa i owoce kupujemy na targach a nie w supermarketach, używamy też opakowań wielorazowych. Wiele z osób, które opowiadają o zero waste, nosi na zakupy płócienne torby (zamiast reklamówek), płócienne woreczki na produkty suche/ sypkie- pieczywo, fasolę itd. a także słoiki (!) na mięso czy nabiał. Nie wydaje mi się to takie nieosiągalne przy odrobinie wysiłku.

Tak właściwie sztuka polega na unikaniu plastiku, który jako śmieć jest wyjątkowo niewdzięcznym materiałem (poza tym też jest niewdzięczny i zdrowia nam nie dodaje w codziennym obcowaniu, ale to inny wątek). Papier, ten niefoliowany i nielakierowany nadaje się na recycling. Resztki kuchenne nadają się na kompost. Szkło trafia do ponownego użytku. Plastiku jesteśmy w stanie nie kupować, prawda?

Jak zwykle, mimo że życie zero waste podoba mi się bardzo, mam też pewne zastrzeżenia… Nie co do pomysłu. Zero waste wydaje mi się właśnie naturalnym i zdrowym zachowaniem ludzkim. Nasi dziadkowie mieszkający na wsi żyli dokładnie tak- nie marnując ani odrobiny materii. To my zgłupieliśmy do tego stopnia, że nie kupimy produktu, bez metki, bez foliowego woreczka, bez logo…
Moje zastrzeżenia dotyczą raczej tego, że jest to kolejny, wymagający niewielkiego wysiłku czynnik a mam ich już kilka w swojej prywatnej kolekcji i robienie zakupów naprawdę bywa wyzwaniem.
I druga sprawa: słoik może być Twoim rocznym wynikiem tylko w przypadku kiedy prowadzisz określony tryb życia. Na przykład Twoja praca sprowadza się do komputera/ wykładów/ papierów. Moja „pracownia” to inny świat. Pełno tu tkanin, farb, ścinków, tasiemek, papieru. Nie wyobrażam sobie rezygnować ze swobody twórczej na rzecz maksymalnego porządku i raczej nie powinnam.

Co myślicie o zero waste? Czy to inspirujące wyzwanie dla nas wszystkich?
Chciałabym małymi kroczkami wprowadzać w naszym domu pewne drobne zmiany, spróbuję o tym opowiadać na blogu raz na jakiś czas, może się przyłączycie?

7 Thoughts on “życie zero waste

  1. Nawet nie wiedziałam, że istnieje taka nazwa co do tego stylu życia;)
    Mam taką znajomą, która baaardzo dużo mówi o ekologii, ale tylko na mówieniu się kończy, bo te wielkie kontenery jakie widzę co miesiąc i dodatkowe worki mówią same za siebie…ale w rozmowie to ktos mógłby odnieść wrażenie wielkiej wręcz działaczki na rzecz natury, zwierząt i roślin….och jak można się łatwo pomylić…wiele ludzi właśnie tka robi – pokazuje na zewnątrz coś, czego nie ma w środku, a być może do tego tęsknią..? Już sama nie wiem.. ale ten przykład który podałam, jest bardzo wyraźny, mogę obserwować jak na dłoni to „zjawisko”.
    Od pewnego czasu, odkąd mam „swój kosz”;) (czyli odkąd mieszkamy sami na piętrze) widzę, jak mało śmieci produkujemy:) i jestem z tego dumna po stokroć:) Fakt, że wszechobecny plastik jest nieraz nie do ogarnięcia, ale przy rozmyślnym segregowaniu wszystko jest możliwe:)
    Dobrze współpracujemy z kurkami:) bo wszelkie odpadki organizczne (a mamy ich przecież najwięcej w tym sposobie odżywiania:) lądują u kurek, z czego sie bardzo cieszą:)
    Naturalne i zdrowe ludzkie zachowania zostały przez „nowoczesny styl życia” odwrócone, przekręcone…stały się nie tym, czym powinny. Ludzie tęsknią (szkoda, że nie wszyscy) do stanu sprzed plastikowej epoki. Dla małych dzieci jest w pełni naturalnym to, że idą kupić długopis i pani ekspedientka pakuje im go jeszcze w reklamówkę/jednorazówkę…byłam jakiś czas temu świadkiem takiej sytuacji i zwyczajnie zaniemówiłam na ten widok!! Dzisiaj bym inaczej zareagowała, z pewnością bym zareagowała!! Teraz to mi nawet wstyd, jak sobie o tym zdarzeniu przypomniałam i że nic w tej sprawie nie zrobiłam wobec tego dziecka…chociaż tyle, że porozmawiałam z panią sprzedawczyni, która niby wie o co chodzi, a jednak robi co innego (dokładnie tak, jak wspomniana wcześniej znajoma…)
    Może skończę już, bo moja odpowiedź będzie za chwilę dłuższa od Twojego wpisu;)
    ..no ale ten temat jest właśnie taki, że będąc w jego doświadczaniu zauważa się mnóśtwo zbieżnych sytuacji i potem nie dziwne, że człowiek chce się tym podzielić…

    Uściski:***
    ..i tak, myślę, że dla wielu jest to inspirujące wyzwanie (jest już lub było by;)

    • shadesofgreen on Styczeń 19, 2016 at 10:41 am said:

      Jak ja lubię Twoje komentarze!:)
      Wiesz, tak sobie myślę, że u wielu ludzi te światy się nie łączą. Ekologia może polegać wyłącznie na zdrowym jedzeniu, albo wyłącznie na zdrowych kosmetykach, albo wyłącznie na sporcie, albo minimalizmie zakupowym ale mało kto- ogarnia wszystkie te tematy równocześnie. Myślę, że to kwestia czasu i skoro ktoś jest na początku swojej zielonej drogi to dopiero z czasem dostrzeże, że ta droga końca nie ma. Nigdy nie osiągniemy pewnie stanu kiedy nie bedzie można zrobić czegoś lepiej i więcej.
      U nas też śmieci kompostowe to podstawa, tylko niestety kończą w osiedlowym śmietniku z etykietką „mokre” bo taki w gdańsku mamy podział- na mokre i suche :P Mieszkamy na drugim piętrze… ale zastanawiam się czy na wiosnę nie wykopać jakiejś dziury na łące pod domem i cichaczem nie zrobić kompostu:) Zobaczymy! Prawdziwa anarchia:P
      Na pewno postaram się niebawem spisać te moje innowacyjne bezśmieciowe postanowienia, mam nadzieję, że ktoś jeszcze się przyłączy!

  2. drabina on Styczeń 19, 2016 at 2:06 pm said:

    Pomysł fajny, ale jak zwykle kwestia interpretacji. Przecież plastik jak najbardziej nadaje się do recyklingu, na czele ze sztandarowym polarem z butelek PET, więc dlaczego szkło jest ok, a PET już nie? To jedno. A druga sprawa jest taka, że obawiam się pomysłów w stylu „ja śmieci nie produkuję, wszystko da się spalić w moim wspaniałym piecu”. Potem mamy całe osiedla pełne trujących wyziewów. Może lepiej to zdefiniować po prostu jako „nie kupuję opakowań”. No i chyba do projektu „zero waste” lepiej przystąpić już PO odgraceniu mieszkania, bo pęknięty czy wyszczerbiony kubek raczej nie zmieści się do słoika ;)

    • shadesofgreen on Styczeń 28, 2016 at 4:21 pm said:

      Hehe, pęknięty kubek na pewno nie… :) Z tym tworzywem to moim zdaniem wszystko zależy od kryteriów. Spalanie- wiadomo, sprawia, że śmieć staje się niewidoczny ale bardzo szkodliwy; przetwarzanie wchodzi w grę, ale sam proces to masa energii i wody (często) więc nie jest takie znów ekologiczne. Jak mamy więcej niż jeden rodzaj kryteriów- wszystko się komplikuje…

  3. Cześć, staram się żyć tak już jakiś czas. Zero Waste sprawiło, że moje życie jest jeszcze prostsze w pozytywnym tego słowa znaczeniu i przyjemniejsze.
    – kupuję produkty na wagę i pakuję je do bawełnianych worków, menażki metalowej, słoików, albo w przypadku oleju i octu do szklanej butelki
    – staram się nie robic zakupów w marketach tylko na bazarku, w sklapach specjalistycznych np. żywność grecka/francuska/włoska tam zazwyczaj sery i szynki maja na wagę itp.
    – kupuję do swoich toreb materiałowych do kosza, czy skrzynki
    – zamieniłam niektóre produkty w gospodarstwie domowym na lepsze np. w miejsce miękkiego jak pupa niemowlęcia papieru toaletowego wybielanego chlorem kupuje ten szary z recyklingu, piorę orzechami/boraksem/sodą, a jako płyn do płukania służą mi olejki eteryczne.
    – kompostuje (bio odpad zanoszę do najbliższego kompostu)
    – zamiast żelu do mycia twarzy używam oleju w metodzie OCM, w miejsce kremu – olej, tonik zakupiony w szkle od Ministerstwa Dobrego Mydła, zamiast szamponu mydło, jako odżywka ocet z wodą/olej kokosowy, zamiast żelu pod prysznic/żelu do higieny intymnej – mydło dobrej jakości, zamiast plastikowej maszynki jednorazowej do golenia metalową z wymiennymi żyletkami, płatki kosmetyczne wielorazowe bawełniane, 0 tamponów i podpasek tylko kubeczek, szczoteczki do zębów bambusowe, pasta do zębów kupiona we szkle, peeleng robię z kawy, albo owsa
    – jak chcę jedzenie na wynos ładuje je do menażki/słoika (np ciasto), ale w 95% przypadków przynoszę jedzenie z domu, nie kupuję kawy na wynos mam ze sobą termos z ulubionym ciepłym napojem
    – wykorzystuję np. nać marchwi i robię z niej pesto, nie obieram marchwi i innych korzennych warzyw tylko je szoruję szczotką, połówki cytryn po wyciśnięciu soku gotuję w wodzie i mam emulsje nabłyszczającą do naczyń, czy po prostu dobry uniwersalny środek do czyszczenia mało zabrudzonych powierzchni
    – słoiki, w których kupiłam jakieś produkty przydają mi się ponownie do zakupów, albo odkładam je na czas robienia przetworów
    – w mojej kuchni nie ma papierowych ręczników są tylko bawełniane ścierki, naczynia myję taką gąbką z włókien roślinnych która można kompostować, naczynia myję w zrobionym domowym płynie do mycia naczyń,
    – piwo kupuję tylko w butelce, kapsle oddaję koledze, który je zbiera
    – wodę piję z kranu lecz wcześniej filtruje się ona poprzez aktywny węgiel, który jest produktem naturalnym do recyklingu
    – herbata i kawa zawsze w ziarnach/liściach
    – mleko robię sama z ryżu/migdałów itp, a z pulpy piekę ciasteczka
    – sama robię kefir, a w sumie sam się robi poprzez grzybka tybetańskiego
    chyba zamieściłam wszystko ;-)

    Jestem osobą aktywna zawodowo 11 godzin poza domem każdy dzień. Mam swoje pasje, które zajmują mi sporo czasu, mam zwierzęta domowe, męża i jakoś staram się dawać radę :-) W sumie to my dajemy radę :-) Jedyne punkty, na których polegam, to maseczka do twarzy którą, uwielbiam. Kupuję ja raz na pół roku jest ona w plastiku do recyklingu, a ja wykorzystuje opakowanie ponownie. Przez kilkanaście miesięcy wypracowałam sobie taki system, który wymaga ode mnie dosłownie minimalnego zaangażowania (czary, samo się to robi :-))
    Pozdrawiam
    Monika

    • Zapomniałam dodać, że na zakupy chodzę z listą i warzywa owoce kupuje dwa razy w tygodniu, a ryz kasze itp. raz na miesiąc. Pełna skrzynka piwa napełnia się raz na tydzień. Dodatkowo nie mam wanny biorę prysznic zawsze z dzbankiem i wiadrem. Woda, która wpadnie do wiadra jest wykorzystana do spłukania wc, a ta która trafia do dzbanka (staram się żeby nie trafiała tam woda z mydlinami) jest mieszana z octem i płucze taka mieszanką włosy. W pracy zorganizowałam zbiórkę słoików i każdy kto ma słoiki a nich nie chce przynosi mi a ja mam na lato do przetworów. Poprosiłam koleżanki żeby mnie informowali/przynosili jedzenie, głównie rośliny, których nie chcą jeść, a są ok i chcą je wywalić do kosza. Ostatnio koleżanka dała mi czosnek niedźwiedzi, bo go kupiła i nie wiedziała co z nim a tak było jej głupio się pytać, czy ktoś chce już z lekka umierająca roślinkę (zrobiłam z niej pesto)Na parapecie rosną mi zioła i przede wszystkim wiem co jak przechowywać. zawsze dawałam pomidory do lodówki, a to duży błąd. Dzięki wiedzy dotyczącej prawidłowego przechowywania warzyw i owoców wytrzymają one w dobrej kondycji dłużej np. sałatę przechowuję lekko zanurzoną we wodzie itp. A jeszcze dzięki przechowywaniu produktów w słoikach pozbyłam się moli spożywczych i wiem przede wszystkim jaki produkt kupuję, bo mogę skontrolować przed dodaniem do słoika/worka jaki jest stan nasion itp. Kiedyś kilka razy przyniosłam do domu mole w papierowym opakowaniu z owsem.

      • shadesofgreen on Lipiec 1, 2016 at 6:25 pm said:

        Wooow! Monika, szalejesz! Dziękuję Ci z całego serducha za ten odzew i przepraszam, że tak późno się odzywam! Wspaniałe rzeczy robisz. My też praktykujemy sporą część, choć w przypadku jedzenia- bardziej ekstremalnie z uwagi na moje alergie. Z kolei w przypadku mycia, staramy się mniej… Woda leci, ale nie stoję nad miednicą :) tyle tylko, że wanny nie mam! Rotacja słoików z teściową jest nieustająca, papier toaletowy oczywiście recyklingowy choć nadal nie jesteśmy zero waste to przynajmniej kupujemy sypkie produkty w dużych paczkach. Z kosmetyków moją guilty pleasure jest szampon, wprawdzie eko i organic ale w plastikowej butli :( Bardzo ciepło Cię pozdrawiam! Dziękuję, że jesteś!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


8 × dziewięć =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation