frustracje projektanta

IMG_4166Dziś będzie wpis osobisty, z góry uprzedzam, zero inspirujących rozwiązań i zdrowych lifestylów, życie!

Kilka dni temu minęło dziesięć lat od mojej obrony dyplomu, a z zawodu, nie wszyscy to raczej wiecie, jestem architektem wnętrz. Wiem dlaczego chciałam być projektantem, wiem dlaczego studia na ASP były dla mnie cenne i dlaczego zajmowanie się wnętrzami może sprawiać ogromną radość. Wiem też niestety dlaczego mam z tym zawodem problem. A może nie z zawodem tylko ze światem? Przez wiele lat prowadzenia starego bloga (KLIK) i jakiś czas tworzenia nowego- temat wnętrz wykruszał się z moich wirtualnych przestrzeni jak stara farba. Czasem był niezauważalny, czasem uwierał, wnętrza pojawiały się i znikały, aż znikły na dobre.

Jestem bowiem idealistką. Idealiści, w styku ze światem nie mają lekko…
Z czasem gdy rosła moja wiedza o zanieczyszczeniu środowiska, o trujących nas w domowym zaciszu kanapach i dywanach, o wszędobylskim plastiku, o środach chemicznych- coraz trudniej było mi pogodzić te informacje z konsumpcyjnym nastawieniem potencjalnych klientów.

Podczas gdy blogowy świat zachłystuje się estetyką skandynawską i promienieje pozytywną energią- informacje do których dokopuję się w książkach i innych źródłach działają raczej depresyjnie. I jak tu mówić o tym wszystkim z ludźmi? Kiedy mówisz, pukają się w głowę z niedowierzaniem, kiedy nie mówisz- sumienie nie daje spokoju. Ciężko jest mówić troszeczkę… tyle tylko by mieć szansę na zrozumienie, by się przebić.

Podobno nie wszystko jest takie czarno- białe, podobno w życiu trzeba iść na kompromis, ale jak miałby wyglądać taki kompromis? Nie miałam pojęcia. Powiedzmy szczerze: żadne tworzywa sztuczne nie wychodzą nam na zdrowie- jedne uwalniają ftalany inne związki przeciwpalne, niektóre parują, inne z czasem tracą elastyczność, kruszą się i pod postacią pyłu dostają do naszych płuc… do wyboru do koloru. Z drugiej strony wnętrza wyposażone w drewniane meble, ceramikę, ściany wykończone glinianymi tynkami rzadko przebijają się do mainstreamu. Raczej nie są modne… Wnętrza z meblami z odzysku się w Polsce nie sprzedają. Nie wyglądają. Nie tworzą zysków żadnym producentom, od których moglibyście mieć prowizję jako projektanci. Szaleństwo.

Postanowiłam jednak działać w zgodzie z pewnymi kryteriami. Fakt, wnętrza ekologiczne ze względu na rozsądek a nie metkę to dziwo na naszym rynku. Fakt, bardzo trudno jest dzielić się tego typu wiedzą i nie przerażać, bo jednak funkcjonujemy w swego rodzaju matrixie. Żyjemy jednak wszyscy w domach/ mieszkaniach, które mogą działać na nas destrukcyjnie i czas najwyższy mówić o tym otwarcie. Dlatego ogłaszam gotowość do takiej konfrontacji. Postaram się na shades of green jak najsensowniej opowiadać o zdrowych wnętrzach, o zagrożeniach ale i o własnych sposobach na „uzdrawianie” domu. Od dzisiaj!

IMG_4109

 

4 Thoughts on “frustracje projektanta

  1. Witaj:)
    Dobrze jest czasami się po prostu oczyścić z niesionego myślowego balastu, dobrze, że w tym może pomóc właśnie takie miejsce blogowego świata:)
    Rozumiem Twoje „rozterki”… chyba już nawet o tym dobrze wiesz:)
    Przedstawię Ci moje zdanie, taki inny punkt widzenia:)
    Według mnie architekt może na prawdę baaardzo dużo dobrego zdziałać dla ludzi:) ale tylko i wyłącznie w pełni świadomy swojego zadania, swojej misji:) (..nie taki, co powiela projekty tylko patrząc, by mieć z tego jak najszybszy zysk) ..bo może faktycznie wpływać (doborem materiałów, kształtów…) na samopoczucie, a w konsekwencji przecież zdrowie ludzi zamieszkujących zmaterializowane efekty myśli architekta:)
    Od kilku lat jestem zafascynowana wiedzą Wojciecha Sergiela, tego człowieka od domów kopułowych, zapewne kojarzysz:) a jeśli nie kojarzysz, to polecam posłuchanie wywiadów z Nim (np. w Porozmawiajmy.tv) Na prawdę niesamowita wiedza i na dodatek sprawdzona przez Niego na własnym podwórku – a to lubię najbardziej, gdy ktoś faktycznie wie z czym ma do czynienia, bo sprawdził to i z ciekawości i z pasji:) Sergiel właśnie żyje sobie w takiej kopułce fajnej:)
    Kiedyś marzyłam o tego typu domu…ale życie potoczyło się innym torem i mieszkam w domu nie okrągłym;)) ale w ogrodzie mam taką kopułę pięcio metrowej średnicy (z granitu:)) która kiedys zostanie przerobiona na saunę:) póki co jest miejscem chłodku w lecie:)
    ALe co ja to chciałam napisać…. ach no tak, właśnie o tym, że człowiek z takim fachem (czyli dajmy na to Ty:) może wieeeele dobrego dla ludzi poczynić, bo uwierz, są tacy (i zdaje się ciągle ich przybywa!:) którzy nie patrzą tylko na nowy design i to co aktualnie jest na topie…są ludzie poszukujący spokoju, oazy w swoich domach/mieszkaniach i niestety, nie ma za wielu prawdziwie czujących architektów, którzy mogliby im takie warunki sprawić/wyczarować:)
    Myślę, że wiara w słuszność swojego zawodu, poparta pasją i fascynacją odkrywania Nowego (a w rzeczywistości bardzo starego przecież) podejścia do wnętrz, może spowodować wykwit osób/potencjalnych klientów poszukujących właśnie TAKICH rozwiązań – ekologicznych, zgodnych z Naturą, współgrających z Nią:)
    ..ja to po prostu wiem i już:)
    Życzę Ci rozświetlenia tego promyczka w Twojej Duszy, który tylko czeka na odpowiedni moment, by móc się zmienić w piękny, wielki płomień:)
    Serdeczności dla Ciebie!:)

    ..i bardzo jestem ciekawa Twoich opowieści o zdrowych wnętrzach:) już ich wypatruję!:)

  2. No i brawo, będę czekała na Twoje wpisy!
    Może ekologiczne wnętrza staną się kiedyś Twoją specjalizacją :)

  3. Aga! Jak ja Cię rozumiem :) , ja tez mam / miałam problem z tym zawodem , choć nie tak głęboki jak Ty :)
    ( ale wiesz głupim generalnie łatwiej ), więc nawet nie chcę za bardzo analizować jak mocno truję swoje dzieci tym i owym w domowym zaciszu , ( o..już jak to piszę to pojawia się niepokój , oj Ty niedobra , coś czuję ,że będę mieć NOWY problem..:). Mnie najbardziej przeszkadzał / przeszkadza właśnie ten konsumpcjonizm ,że jak lampy, płytki, meble to markowe i im droższe tym lepsze. I jak zaproponuje coś ” śmieciowego ” to nie będę traktowana poważnie i przez branżę i przez klienta :). I ta cała otoczka , bleee blichtru , pozerstwa i często niestety pustoty , podczas gdy tyle naprawdę ważnych dzieje się rzeczy na świecie . I jak z takim podejściem rynki zdobywać i pieniądze zarabiać? Człowiek żyje w jakimś schizofrenicznym rozdwojeniu a to nie służy ani pracy ani psychice. Tylko ja tez właśnie doskonale pamiętam dlaczego poszłam na ASP i to w dodatku na ten kierunek :) i choć przez ostatnie 2 lata niemal się projektowaniem wnętrz nie zajmowałam to teraz ( mocno do starych problemów zdystansowana) po prostu usiedzieć na 4 literach nie mogę :) . Temat projektowania wraca jak bumerang czy tego chcesz czy nie. :) Taki nasz los . Myślę ,że u Ciebie jest podobnie . Trzymam kciuki ,żeby wyszło po Twojemu!

  4. bardzo kibicuje i czekam na to, co masz do powiedzenia. Zacytuje z innego komentarza „Myślę, że wiara w słuszność swojego zawodu, poparta pasją i fascynacją odkrywania Nowego (a w rzeczywistości bardzo starego przecież) podejścia do wnętrz, może spowodować wykwit osób/potencjalnych klientów poszukujących właśnie TAKICH rozwiązań – ekologicznych, zgodnych z Naturą, współgrających z Nią:)” – tez tak uwazam i tego nalezy sie trzymac. MIeszkam w kraju gdzie juz raczej na sile „kazdy” stara sie byc ekologiczny gdzie sie da i ta moda wcale mi nie przeszkadza!:) Ale alternatywnych metod urzadzania mieszkania, czy budowy domow nadal brakuje. Trzymam kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− pięć = 3

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation