jak przetrwać okres?

2615d7a4b558edf9c2681e284cd68a47Po takim tytule pewnie spodziewasz się rad w stylu „zjedz tabliczkę czekolady, obejrzyj po raz setny Dziennik Bridget Jones a jutro będzie lepiej”. Nie! Nie tutaj! Nie mam wszak piętnastu lat a dużo więcej i długo już tego typu instrukcje wkurzają mnie swoją powierzchownością. No i… wiesz… to nie działa!:)

Należę do tej grupy kobiet, które co miesiąc naprawdę cierpią. Bardzo. Zmiana diety na wegańską i różnego rodzaju oczyszczania oraz detoksy nic w tej kwestii nie zmieniły. Złote myśli z gatunku „jak urodzisz dziecko to Ci przejdzie” też nieszczególnie się przydają w sytuacji gdy o dziecko trudno… i tak borykam się z problemem, powiedziałabym nawet, że borykamy się razem, bo obok wijącej się z bólu żony trudno przejść obojętnie, a jak policzę ile tabletek przeciwbólowych zjadłam w życiu to mi się robi słabo…

Jakiś czas temu przyszło mi do głowy, że w końcu wszystko jest „po coś” i skoro w innych momentach potrafię odczytywać komunikaty mojego ciała, to prawdopodobnie i tu ma mi ono coś do powiedzenia.
I nie jest to raczej: „nażryj się czekolady/ uzupełnij żelazo” ani „znieczul się durnym filmem/ odwróć uwagę”, cokolwiek by pisał Cosmopolitan czy inna Pani Domu.

Kiedyś w pewnych rejonach świata a w kilku kulturach plemiennych pewnie i dziś miesiączkujące kobiety oddalały się od reszty plemienia, spały gdzie indziej, przebywały w swoim towarzystwie, wspierały się i pomagały sobie wzajemnie. W Starym Testamencie kobieta miesiączkująca jest „nieczysta” i mnóstwo jest przepisów dotyczących okresowej separacji pomiędzy nią a resztą rodziny. Co byśmy nie myśleli o „nieczystości” jako takiej a ja sądzę, że to kwestia cechującego negatywnie tłumaczenia słowa, sam pomysł odosobnienia wydał mi się ciekawy.

Na pewno, jest to czas wyjątkowy w naszym comiesięcznym cyklu i jako taki należałoby go traktować. Nie wydaje mi się by spychanie tematu na margines, uczestniczenie w codzienności w ten sam sposób co zawsze, łykanie tabletek żeby był mniej zauważalny, ogłupianie się serialem i tym podobne techniki działały na naszą korzyść. Nie po to jest nam dany ten cykl byśmy go ignorowały. Postępując w zgodzie z własną „dynamiką” jesteśmy w zgodzie z własnym ciałem, dostrzegamy je na innym poziomie, to bardzo piękna lekcja o ile jesteś w stanie to zauważyć.

Przyszło mi do głowy, że wprawdzie izolacja w naszych życiowych realiach byłaby śmieszna (i skąd bym wzięła tą kobiecą grupę wsparcia chętną do koczowania pod namiotem?!) to jednak można okresowo wycofać się z pewnych obszarów skupiając uwagę na innych.
Na czym? Na kobiecości oczywiście.
Nigdy dotąd nie próbowałam nawet zdefiniować czym jest dla mnie kobiecość, nie mówiąc już o świadomym podejściu do jej budowania. Czy nie jest przypadkiem tak, że nasze ciała próbują nam o tym przypomnieć? Czy ból nie jest zwróceniem uwagi na fakt, że pewna część naszej osobowości pozostaje „niedorozwinięta”?

Mimo, że jestem na początku tej drogi, chcę się z Tobą podzielić moimi pomysłami jak przetrwać ten trudny czas, mam nadzieję, że będą pomocne!

Głowa:

1. Zdefiniuj czym jest dla Ciebie kobiecość. Zapisz to na kartce/ na komputerze, w punktach a może napisz wiersz na ten temat. Przekop źródła, które doprowadziły do tego a nie innego pojmowania kobiecości, zastanów się która z kobiet w rodzinie/ w najbliższym otoczeniu miała na Ciebie wpływ i jaki? Jakie postawy to w Tobie utwierdziło?

2. Pomyśl o rytuałach wyjątkowych dla tego czasu, które wzmacniałyby Twoją kobiecość w tych aspektach, które chcesz wzmocnić. Stwórz listę. Na co dzień często brak nam czasu na jakieś zabiegi pielęgnacyjne czy spotkania w babskim gronie, pomyśl co będzie dla Ciebie najlepszym wsparciem w bolesnych chwilach?

3. Separacja. Zauważyłam, że podczas miesiączki moja odporność psychiczna na „męski świat” spada do zera. Nie znaczy to, że musimy się od razu wyprowadzać, ale już wspólne oglądanie meczu jestem w stanie sobie odpuścić. Nie jestem wtedy wojowniczką, ba! Nie jestem nawet kibicem a krzyki tylko mnie wkurzają.

4. Dystans. Kiedy między mną a mężem robi się większa przestrzeń, bo każde zajmuje się swoim światem, wszystko nabiera realnych/ zdrowych proporcji. Jako istota wyskokowo- emocjonalna potrafię rozdmuchać w swoich myślach jakiś problem, tak, że przysłania mi on całą resztę, podczas gdy reszta nadal ma się dobrze. Warto nabrać dystansu.

5. Sztukoterapia. O sztukoterapii z dziećmi pisała niedawno moja koleżanka tutaj> KLIK
Kiedyś szycie poduchy- macicy> KLIK i malowanie waginy> KLIK wydawało mi się absurdalne, ale nie o racjonalizm tu chodzi, chodzi o terapię. Może więc dajmy szansę podobnym aktywnościom!

Ciało:

1. Pamiętaj, że ciało nigdy nie jest przeciwko Tobie. Nie stoi po drugiej stronie barykady by dać Ci popalić. Ból też nie zdarza się dlatego, by zrobić Ci na złość. Nie walcz z nim. Zaakceptuj. Zatroszcz się o nie, bo ono robi wszystko co w jego mocy by pozostać w jak najlepszej sprawności.

2. Skoro skurcze służą oczyszczaniu macicy, wykorzystaj ten czas na inne rytuały oczyszczające. Wszelkie detoksy, maseczki, picie czystka, a nawet palenie kadzidła… cokolwiek przyjdzie Ci do głowy, na pewno ma większy sens niż ibuprom.

3. Wino. Jako osoba nie pijąca alkoholu, jako zwolenniczka ekstremalnie zdrowej diety, zielonej herbaty i kaszy jaglanej muszę powiedzieć, że kieliszek wina, a nawet dwa, działa na mnie lepiej niż paracetamol! Paracetamol łagodzi ból, to prawda, choć nigdy nie docieram do momentu kiedy nie boli nic a nic, pozostawia natomiast (poza zatruciem organizmu- wszak nie jest landrynką) napięty odcinek lędźwiowy i promieniowanie skurczów na całą okolicę czyli brzuch, dół pleców i u mnie nogi (!). Miewałam tak straszne skurcze, że czułam się jak poddawane impulsom elektromagnetycznym żabie udko… Wino:) Rozluźnia.

4. Troska. Wiesz, coś jak okrywanie kogoś kocykiem:) Gdyby Twoja macica była odrębną osobą, którą męczą torsje, co zrobiłabyś by jej pomóc? Ciepłe okłady, masaże odcinka lędźwiowego i okolic rozluźniają, podobno dobrze działają określone pozycje jogi ale moja sytuacja jest zbyt ekstremalna by próbować. Jeśli możesz- spróbuj. Ukochaj ją.

5. Outfit. Fajnym pomysłem wydaje mi się zaplanowanie pewnego uniformu ubraniowego na ten czas. Coś co będzie miękkie, przyjemne w dotyku, kobiece, w czym będziemy czuły się wyjątkowo, a jednocześnie coś wygodnego, co sprawdzi się w podobnych okolicznościach.

Jeśli spodobały Ci się moje pomysły, lub masz jakiej inne okresowe rytuały, koniecznie napisz w komentarzach. Kiedy już bardziej wypracuję swoją drogę postępowania- na pewno się nią podzielę na blogu!

Ilustracja: [1]

 

10 Thoughts on “jak przetrwać okres?

  1. Fajnie to wszystko zebrałaś co się kołacze czasem w strzępach myśli po głowie ..:) U mnie na szczęście takich dramatów co miesiąc nie ma i chyba muszę się cieszyć , bo nie wyobrażam sobie żeby moja rodzinka pozwoliła mi na dystans czy separację ;) . W tym wieku to jednak dzikusy są :) , pamiętam jakim problemem był dla mnie okres drugiego połogu … Masakra i nie było zlituj :(
    Wielkie dzięki za podlinkowanie do mnie ;)!
    Na szczęście na sztukoterapię zawsze sobie mogę ( niemal!) pozwolić , bo dzikusy od razu się przyłączają ;)

    • shadesofgreen on Lipiec 6, 2016 at 10:57 am said:

      Zagoń kiedyś dzikusy do wspólnej jogi! Ciekawe czy się uda :)

      • A wiesz joga to może za spokojna , ale wszystkie ćwiczenia ruchowo-muzyczne działają magicznie. Uwielbiają to. Tylko wiesz… człowiek czasem chce naprawdę być trochę sam ze sobą… a nie ciągle organizować innym ćw. wyciszające :) ( chociaż i tak jest coraz lepiej. A za chwilę pójdą w świat a ja będę dla odmiany tęsknić za dzikusami w domu ;).

  2. Jednoczę się w (nomen omen) bólu. Dla pocieszenia dorzucę, że mnie urodzenie 2 dzieci w 13-letnim odstępie nie pomogło. Moja mama najpierw przepowiadała mi poprawę po pierwszym, potem „wyzdradziła się”, że jej tak naprawdę polepszyło się po drugim, ale u mnie nic z tego :) Nie pomogły również onegdaj pigułki, kilkakrotnie dobierane, dorzuciły tylko częste migreny. A co mnie zaskoczyło pozytywnie? Kiedyś na warsztatach jogi ból złapał mnie podczas medytacji. Chciałam iść po tabletkę ibuprofenu, ale nauczycielka ułożyła mnie na kilku kocach w dość specyficznej pozycji, puściła mantry i… pomogło w kilka minut. Dziś w domu staram się odtwarzać tę pozycję w razie potrzeby, nie zawsze działa tak spektakularnie, ale pomaga. Cenię sobie też podejście Natalii Miłuńskiej („Weź kąpiel w płatkach róż”) i jeśli tylko mogę, podporządkowuję plan dnia miesiączce (czyt. wypoczynek i komfort przede wszystkim), a nie miesiączkę moim planom. Pozdrawiam :)

    • shadesofgreen on Lipiec 6, 2016 at 11:01 am said:

      To musiało być niesamowite przeżycie i chciałabym spróbować tej pozycji, bo choć widziałam ich już kilka w internetach to jakoś nic tak cudownie na mnie nie zadziałało. A może pomoc określonej osoby (kobiety!) tez ma znaczenie… Na razie wygrywa więc u mnie pozycja embrionalna ze łzami w oczach :( Cieszę się, że jest jeszcze ktoś o podobnych przemyśleniach, pozdrawiam Cię ciepło!

  3. U mnie bóle kiedyś były mocniejsze, dochodziły do tego bóle kręgosłupa, nudności, rozwolnienie i bóle łydek, no nieciekawie to wszystko w połączeniu wyglądało;) Obecnie jest o wiele lepiej, chociaż zdarza się co któryś raz jeden z wyżej wymienionych bólków;) Jak sobie pomagam? Jedną z metod poleciła mi dawno temu pewna znajoma, otóż należy się ułożyć najlepiej na plecach z dłoniami na brzuszku i z zamkniętymi oczami wejść w stan wizualizacji (czasami to trzeba zrobić wręcz na siłę:) i zobaczyć (i powoli starać się to też odczuć) jak w naszym kroczu rozwija się pąk czerwonej róży, płatek po płatku, powolutku….i wiesz co, gdy tak człowiek się skupi i pozwoli sobie na taką chwilę, by w myślach była tylko ta rozwijająca się róża w naszym łonie, to naprawdę można odczuć wielką ulgę:) Dla mnie było to wielkim zadziwieniem, że to co sobie wyobraziłam, co następnie jakby poczułam, pomogło:)
    Kolejną metodą jest podobno stosowanie kubeczka menstruacyjnego…wiem to od osóbki, która to stosuje (osobiście jeszcze nie próbowałam). Kubeczek umiejscowiony we wnętrzu delikatnie napiera na ścianki wywołując rozprężenie mięśni, tym samym likwidując uczucie skurczu. Może warto spróbować?:)
    Pozdrawiam życząc spokojnych kobiecych dni:) by były oczyszczające również dla Duszy:)

    • shadesofgreen on Sierpień 10, 2016 at 10:15 am said:

      Z tą wizualizacją koniecznie muszę spróbować, bo brzmi fantastycznie! Dziękuję, że napisałaś!
      W kubeczkami z kolei mam wątpliwości… Nie używałam i nie planowałam się zaopatrywać ze względu na tworzywo… Wiem, że mówi się, że silikon bezpieczny, ale tyle rzeczy jest „bezpiecznych” że brak mi zaufania. W kuchni też silikonu nie używam, czasem tylko jako foremki do mydełek czy balsamów, ale bez podgrzewania. Tworzywo sztuczne i ciepło to moim zdaniem zestaw toksyczny. A teraz będę się zastanawiać na nowo… :) pozdrawiam ciepło!

      • To powiem Ci, że miałam podobne odczucia…ale postawiłam na jedną kartę i…jestem zadowolona z kubeczka:) stosuję właśnie drugi raz i aż się sobie dziwię, że tak długo zwlekałam z zakupem!!! Wszelkie obawy prysnęły już za pierwszym razem, choć trzeba się było po prostu przyzwyczaić i nauczyć odpowiednio aplikować, by było wygodnie:) I cieszę się z tego, że nie produkuję śmieci w formie zużytych podpasek!!! Wcześniej mnie to irytowało, nawet bardzo…że niby tak dbam o środowisko a tutaj takie coś…choć i tak używałam podpasek ekologicznych. Już poleciłam mojej siostrze, też zadowolona:) ..i tak się sieje wiadomość dalej:)
        Można nawet zapomnieć, że się ma okres:) naprawdę to jedna z rzeczy które przełamałam w sobie – używanie kubeczka. Zaprzyjaźniłam się z nim, rozmawiam i dziekuję że mi pomaga – to może się wydawać śmieszne z jednej strony, ale gdy się tak podejdzie do tej intymnej kwestii, to świat wygląda od razu bardziej kolorowo (a szczególnie TE dni:)
        Ja jestem zadowolona (a byłam sceptyczna jak niewiem co:) więc może tak z czystej ciekawości kiedyś sama wypróbujesz:)
        A co do tego materiału z któego jest wykonany, to gdybym czuła jakikolwiek zapach to bym tego nie użyła (bo takie gumowate mnie odrażają) ale to jest jakieś takie przyjemne, głądziutkie, takie delikatne, a zarazem sztywne…i ani nie miało zapachów z początku ani w trakcie używania, ani po uzyciu:) chyba faktycznie nie reaguje z ciałem.
        ….ach no i jeszcze jedno – można w nocy spać wygodnie:)))) nawet w totalnie powyginanej pozycji – ani kropelka się na zewnątrz nie wydostanie:)
        Szczerze polecam:)

        • shadesofgreen on Wrzesień 6, 2016 at 10:51 am said:

          Może się skuszę… jeszcze nie wiem :) Ja używam uszytych podpasek wielorazowych, więc tragedii nie ma w kwestii śmieci (woda się zużywa przy praniu). Bardziej mnie interesują te działania przeciwbólowe, o których wspominałaś, bo wciąż walczę różnymi sposobami. Czasem ciężko bywa :(

          • I jak? Skusiłaś się??:) Juz dwie moje znajome zaczęły używanie kubeczka i są bardzo zadowolone, jedna z nich to nawet pływa na basenie z kubeczkowym przyjacielem:)) i sama jest zadziwiona, że to takie skuteczne:) Mój ostatni okres był jakoś dziwnie ciężki, niewiem o co chodziło, ale przez 4 dni byłam jakby na innej planecie, przeleciał ten czas jakbym była totalnie wyłączona z życia…było ciężko, ale ma to związek z pewnymi zmianami natury emocjonalnej…no i za dużo strączkowych pojadłam przed i miałam brzuch jak balon;))) hehe, a to nauczka by chociaż dwa-trzy dni przed nie zajadać za dużo gazoprodukujących produktów;))) bo to ani trochę nie sprzyja późniejszemu odświeżaniu łona:)))
            Serdeczności ślę!:)***

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ osiem = 9

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation