o minimalizmie, który chciałby być piękny

polki
Wiecie dobrze i ja też doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że odmian i definicji minimalizmu jest właściwie tyle ilu minimalistów:) Temat wałkowany jest wszędzie, od youtuba po wysokie obcasy i choć wydaje się, że wszystko już wiemy, to nadal są interpretacje, które wprawiają mnie w osłupienie.

Dygresja (lecz nie mogę się oprzeć!); Pewna youtuberka prezentowała na przykład przemianę swojej szafy ze standardowo przygraconej na „minimalistyczną”. Przemiana polegała na tym, by wszystkie kolorowe ciuchy i dodatki pochować w pudłach, a na wieszakach pozostawić zestaw monochromatyczny. Czyli generalnie zawartość pozostaje bez zmian, wprawdzie do części garderoby mamy utrudniony dostęp, ale za to reszta wygląda jak z elle deco. Tylko po co sobie utrudniać życie?

Można się śmiać z tego typu karkołomnych rozwiązań, pomyślałam, ale czy nie ma w tym szaleństwie prawdy i o mnie? O Tobie?
Ograniczanie liczby przedmiotów wciąż uważam za kluczowe. Jeżeli da się zastąpić kilka użytecznych rzeczy- jedną, wspaniale! Problemy zaczynają się, kiedy chcemy by te rzeczy były idealne.
Z jednej strony- skoro już mamy ich tak niewiele, to powinny przecież spełniać jak największą ilość kryteriów. Z drugiej jednak, w poszukiwaniu idealnych rzeczy znów koncentrujemy się na rzeczach jako takich, a najczęściej na tym jak te rzeczy wyglądają… Czy jest możliwe zrównoważenie tych zapędów?

Nie jest niczym złym poszukiwanie piękna, harmonii, komfortu, otaczanie się nim i jednoczesne eliminowanie bałaganu czy brzydoty. Z książki Marie Kondo „Magia sprzątania”, którą większość z Was pewnie kojarzy skoro czytacie ten tekst:) utkwiła mi w głowie opowieść o kobiecie, która posprzątała całe swoje mieszkanie, a nadal odczuwała jakiś dyskomfort. Wszystko miało swój sens i swoje miejsce, a jednak coś było nie tak. Tym „czymś” okazała się rzecz czysto estetyczna. Kobieta do segregowania przedmiotów w szafie użyła starych skrzynek/ kartonów po innych produktach. Skrzynki i kartony były oczywiście pełne naklejek, krzykliwych napisów i kolorów. Powodowało to niepokój i zagubienie przy każdym spojrzeniu na szafę.

Tworząc własny dom zrobiłam się zaskakująco poukładana. Na widoku lubię tylko rzeczy, które lubię. Pozostałe mają swoje wyznaczone miejsca, szufladki, przegródki… Sprawia mi autentyczną przyjemność odkładanie ich tam, układanie w określonym porządku. Są oczywiście rejony jeszcze nie sprecyzowane, wymagające pracy, ale to też dobrze- nie tkwimy przecież w stałym środowisku i nasz stan posiadania też jest poniekąd płynny. Czasem jednak, kiedy ekscytuję się „nowym porządkiem”, kiedy oklejam kolejny organizer do szuflady czy szaleję na punkcie pojemniczków doskonale wypełniających półkę, przychodzi wątpliwość: czy to nadal jest minimalizm?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ dwa = 8

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation