zatuszuj to!

IMG_5859
Przepiękną doprawdy miałam wizję tego posta i cudownego homemade’owego tuszu do rzęs, o którym za moment, jednakże życie, nie przesadzajmy, nie może być pasmem samych sukcesów a eksperymenty mają to do siebie, że raz się udają, a innym razem- zupełnie nie.

Niestety, o ile z kosmetykami pielęgnacyjnymi zmierzanie w stronę natury nie stanowi wielkiego problemu, z tak zwaną „kolorówką” nie jest łatwo. Szczególnie jeśli się tą kolorówkę próbuje uzyskać samodzielnie! I tak, mimo że drogeryjnego kremu nie kupowałam już bardzo dawno, to jednak róże, cienie czy mascary czasem się zdarzają…

Przepis na tusz do rzęs, znaleziony u Eli Gale, której youtubowy kanał serdecznie Wam polecam KLIK> ( a polecałam nie raz!) wywołał u mnie ogromną ekscytację, z podskokami i piruetami włącznie.
Jak byłoby pięknie, myślałam, jak wspaniale, gdyby on rzeczywiście działał, gdyby nie spływał z rzęs po 3 minutach i nie osypywał się grudami na policzki…

Pokonałam nawet tak znaczącą trudność jak brak dostępu do żelu aloesowego (lokalne apteki oferowały sok jedynie, z uporem twierdząc, ze o żelu nigdy i nigdzie nie słyszano) i przy okazji zakupów na I herbie niepostrzeżenie dorzuciłam do koszyka tubkę owego specyfiku nie wzbudzając u męża podejrzeń. Żel przyleciał. Prosto z Ameryki Drogie Koleżanki:)

Pełna zapału wzięłam się więc o siódmej rano do działania… ach, nie! Poczekajcie, najpierw było mycie buteleczki po zużytym komercyjnym tuszu (a fe!) i upapranie przy tym siebie oraz połowy łazienki. Jeśli nie macie doświadczenia w tej dziedzinie, to podpowiem, (choć generalnie to i tak nie ma sensu) że należy najpierw usunąć sekretną uszczelkę, tkwiącą w szyjce, która zabezpiecza tusz przed rozlaniem i zdejmuje ze szczoteczki nadmiary produktu. Nie miałam o tym pojęcia, więc wlewanie i wylewanie szarej wody trwało w nieskończoność. Mniejsza o to!

Przepis nie jest skomplikowany, toteż podczas mieszania udało mi się wszystko ślicznie obfotografować.

IMG_5828

1 łyżeczkę oleju kokosowego
0,5 łyżeczki wosku pszczelego

rozpuszczamy w kąpieli wodnej, później dodajemy:

3 łyżeczki żelu z aloesu
3 kapsułki węgla (takiego na zatrucia)
3 kropelki witaminy E
0,5- 1 łyżeczki glinki kosmetycznej

mieszamy dokładnie, przekładamy papkę do foliowego woreczka, odcinamy samiutki narożnik by przez ten otworek wcisnąć mascarę do czyściutkiej, suchej buteleczki.

U mnie w momencie wciskania, z torebeczki zaczęło niepokojąco kapać (pewnie żel popuszczał wodę) ale się nie zniechęcałam.

Z pewnością błędem podstawowym było zastąpienie kapsułek z węglem zwykłymi tabletkami (rozgniotłam je wprawdzie super dokładnie w moździerzu, ale okazało się to niewystarczające). Pigment musi być miałki jak pył. Wydaje mi się też, że węgla mogłoby być więcej, bo mój- nie zabarwił masy na „smołę”. To jeszcze dałoby się poprawić następnym razem…

Może żel z aloesu, który zamówiłam to jakiś bubel, może masa była za tłusta (podobno można to zmienić dodając więcej glinki), dość, że efekt rozczarowuje. Substancja nie osiada na szczoteczce (za dobrze ją umyłam?), daje się wprawdzie nanieść na rzęsy, ale później widnieją na nich niezłe grudy (nieszczęsny węgiel). Wszystko to nie byłoby jeszcze tragiczne, gdyby na tych rzęsach zastygało i pozostawało jakiś czas… Niestety! Rozpływa się w mgnieniu oka, że tak powiem:)

Taka bajka ku przestrodze… bo i tak życzę Wam zapału do eksperymentowania!
IMG_5844
IMG_5885
*oko gołe/ oko pomalowane

2 Thoughts on “zatuszuj to!

  1. :))) no to poeksperymentowałaś! Ale ku dobrym wieściom podpowiem, że i ja (dosłownie może dwa-trzy tygodnie temu to było;) również postanowiłam zrobić sobie tusz do rzęs:)))) hahaha:)) ale ja miałam przepis tylko dwuskładnikowy, mianowicie żel z aloesu (mam takie fajne małe saszetki orginalnego żelu:) i węgiel (w kapsułkach, co można wysypać gotowy proszek). Efekt mnie zadziwił, bo jest całkiem ok:) użyłam kilka razy, bo na cidzień się nie maluję, ale spodobało mi się:))) Żel ma to do siebie, że zastyga, więc myślę że nie ma potrzeby dodawac oleju, bo to on może pod wpływem ciepła delikatnie rozmazywać/rozmywać tusz. Osobiście jestem zadowolona, nawet bardzo:)
    Hhahaha ale się usmiałam gdy zobaczyłam taką samą tubkę – ja dostałam od koleżanki, już umytą;) hihi:)))

    Pozdrawiam ciepło:)

  2. Pingback: priorytetowa sprawia rzęs | shades of green

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


9 − sześć =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Post Navigation