trzecie życie koszulki

IMG_0221
IMG_0200
Dlaczego trzecie? Ano dlatego, że to lumpeksowa zdobycz, czyli pierwsze życie miała w obcym domku, drugie u mnie w czasach świetności. Łączy w sobie wszystkie ulubione przeze mnie cechy koszulek czyli:
1. jest długa (z tym zawsze mam problem)
2. jest w paski
3. paski są w gryzmoły (słabość do gryzmołów mam przeogromną)
4. ma odpowiednio wycięty dekolt i kieszonkę
Tak, wiem, to zwykły sieciówkowy tiszert, ale cóż… miłość nie wybiera:)
Koszulka niestety nie okazała się nieśmiertelna i jakimś cudem podziurawiłam ją na brzuchu (jak!?- tu pojawiło się kilka hipotez: a. zawzięcie dziergałam i druty mnie napadły, b. koszulka doznała kolizji z zamkiem jeansów, c. odwracając na prawą stronę szytą przeze mnie lalę lub inną zabawkę wbiłam sobie w brzuch patyczek od chińszczyzny, który służy mi do wypychania lal).
IMG_0202
Jakby nie patrzeć- nosić się jej nie dało i było strasznie szkoda… no strasznie. Aż wpadłam na pomysł, ze ten „brzuch” można w sumie zastąpić innym „brzuchem”.
IMG_0219
Model wprawdzie trochę dla ciężarnych, ale kto wie, może kiedyś się przyda;) Co myślicie?

oddaj stare okulary

Właśnie zbliża się koniec akcji „okulary dla Syberii” i w ostatniej chwili zgromadziłam nasze zbiory rodzinne, spakowałam, dziś wysyłam. Akcja opisana jest TUTAJ.
Jeśli stare okulary zalegają i w Waszych domach a nie wiecie co z nimi zrobić- przyłączcie się koniecznie!
IMG_0151
Okularnicą zostałam jakieś piętnaście lat temu i mimo że nie zmieniam oprawek specjalnie często a dwie pary okularów zdarzyło mi się zwyczajnie zgubić, i tak w szufladzie miałam kilka starych, rezerwowych par. W połączeniu z zasobami rodziców uzbieraliśmy ich tyle, że warto wysłać paczkę.
Wszystkie oprawki umyłam wodą z mydłem, wysuszyłam, szkła przetarłam spirytusem, żeby unicestwić wszelkie ślady użytkowania.
IMG_0155
Nie wszystkie są niestety w stanie idealnym, ale liczę na to, że zostaną jakoś wykorzystane. Spakowałam też rezerwowe szkła (już dla mnie za słabe, chlip, chlip…). Każdą sztukę owinęłam folią bąbelkową, żeby były bezpieczne w podróży do Krosna koło Poznania.
IMG_0160
IMG_0165
Adres wysyłki znajdziecie na końcu artykułu opisującego akcję.
Jeżeli nie zdążycie załapać się na „okulary dla Syberii” to jest jeszcze jedna zbiórka, tym razem okularków z filtrami UV o TUTAJ. Warto zrobić porządki w szufladach!:)

uszyj sobie kosmetyczkę

IMG_9986
IMG_9976
IMG_9988
IMG_9987
Zdarzyło mi się już kiedyś tuż przed wakacyjnym wyjazdem szukanie w pierwszym lepszym sklepie kosmetyczki i kupowanie z braku wyboru… czerwonej plastikowej z hello kitty. Nigdy jej nie polubiłam i zmieniła funkcję- z wyjazdowej na upchniętą w łazienkowej szafce. Dziś sprowokowana prośbą koleżanki uszyłam kilka saszetek/ kosmetyczek i chciałabym pokazać Wam jakie to proste. W dodatku wykorzystać można stare skrawki tkanin czy niepotrzebny zamek błyskawiczny. A najwięcej frajdy sprawiają poszukiwania i dobieranie materiałów!

Potrzebujemy:
3 rodzaje materiału ( u mnie płócienko w kwiatki, kawałek drobnego lnu i surówka bawełniana w roli podszewki oraz zamek błyskawiczny przynajmniej 25cm
IMG_9915
Wycinamy prostokąty o podanych wymiarach.
IMG_9916
Zszywamy pojedynczy jednolity prostokącik z dwoma wzorzystymi.
IMG_9923
Kładziemy zszytą tkaninę na prawej stronie, na to odwrócony zamek, na to podszewkę, przeszywamy wzdłuż krawędzi. Po odwróceniu jedna część zamka powinna być wszyta tak jak na zdjęciu.
IMG_9925
IMG_9928
Z drugą częścią zamka postępujemy analogicznie.
IMG_9932
Mamy teraz tunel z zamkiem wszytym pomiędzy podszewkę a zewnętrzną część kosmetyczki.
IMG_9935
Wywracamy całość tak, by osobno widzieć obie części- podszewkową i zewnętrzną
Zszywamy wg linii przerywanej (zostawiamy otwór by później przewrócić całość na prawą stronę).
IMG_9938
Każdy z narożników rozpłaszczamy i przeszywamy jak na zdjęciu w równych odległościach.
IMG_9943
Całość na lewej stronie wygląda tak.
IMG_9946
Teraz przeciskamy wszystko przez pozostawiony w szwie otworek.
IMG_9950
I zaszywamy dziurkę ręcznie niewidocznym szwem (i tak będzie wewnątrz kosmetyczki)
IMG_9955
A tak wygląda kosmetyczka w całości.
IMG_9970
I jeszcze kilka innych (bo nie mogłam się powstrzymać!)
IMG_9979
IMG_9980

tabu?

IMG_9444
Odnoszę wrażenie, że temacie kosmetyków czy naturalnej pielęgnacji ciała ruszamy śmiało naprzód. Już zauważyłyśmy, że drogeryjne kosmetyki to nie ósmy cud świata, wracamy do zapomnianych, babcinych metod, uczymy się chętnie i pojętnie. Na blogach urodowych pojawiają się drewniane grzebienie, olej kokosowy i ziołowe płukanki do włosów. Nie wiem czy to kwestia czasu czy otwartości, ale mamy też coś jakby tabu (albo jest to wybiórcze szukanie rozwiązań przyjaznych środowisku). Postanowiłam zebrać się na odwagę i tknąć temat, chociaż część z Was powie, że obrzydliwy i że nie tędy droga, może jednak nie wszystkie:)

Podpaski. Materiałowe podpaski wielokrotnego użytku. Podpaski, które pierze się PO UŻYCIU. Nie zawija się ich w papierek i nie wyrzuca wygodnie do kosza przyczyniając się do wzrostu góry plastikowych śmieci, które nie rozłożą się nigdy! Dla porządku powiem Wam, że tak, zużyte podpaski i zużyte pieluchy jednorazowe są ogromnym problemem naszej planety, ale wiem też, że nie wszyscy jakoś bardzo się tym przejmujemy. Jeśli wolicie spojrzeć na zagadnienie z perspektywy własnego zdrowia to tu też wygrywają podpaski wielorazowe, o czym nikt zupełnie nie wspomina. Jednorazowe produkty higieny osobistej takie jak waciki, tampony, podpaski, chusteczki jednorazowe, papier toaletowy itd. poza wadą zasadniczą, którą stanowi ich jednorazowość mają i wady materiałowe, że tak powiem. Po pierwsze wiele z nich w całości lub częściowo produkuje się z bawełny, a ta bawełna nie jest bynajmniej hodowana ekologicznie tylko wręcz przeciwnie- wspomagana pestycydami jak tylko się da. Po drugie, byśmy miały poczucie czystości i higieniczności produkty te są bielone, bielone za pomocą chloru, co sprawia, że mogą zawierać dioksyny a dioksyny są paskudnie trującym świństwem dla człowieka nawet w śladowych ilościach. Nie wspomnę już o podpaskach z plastikowymi siateczkami, membranami czy inną inteligencją, bo wiadomo, że plastik przy skórze (szczególnie w okolicach intymnych) to samo zło. Nie bez powodu kobietki, które przeszły na podpaski wielorazowe wspominają o lepszym samopoczuciu, o tym, że ich skóra oddycha a nawet o zmniejszonej bolesności miesiączek.
Pierwszy raz z tym pomysłem zetknęłam się w książce Amandy Soule „Handmade Home” i przyznam szczerze, że nie dałam mu szansy. Wydawało mi się to wszystko dość obrzydliwe.
IMG_9663
Dojrzewałam jednak kilka miesięcy aż w końcu uszyłam swoje pierwsze podpaski. Okazało się, że to świetna sprawa. W wielkim skrócie: nic się nie klei a skóra oddycha, pieniądze zostają w kieszeni a tony śmieci nie rosną, sama radość! Amanda wspomina, że przekonały ją wielorazowe pieluchy dzieci, które nie stanowiły dla niej problemu w praniu. Skoro dla dzieci możemy dokonać takiego wysiłku to czemu nie dla siebie. Nie mam dzieci, ale myślę, że pranie zakupanej pieluchy jest jednak ohydniejsze… Podpaski materiałowe pierze się bardzo łatwo, ale trzeba stosować system namaczania. Mamy gdzieś w łazience ukryte niewielkie naczynie najlepiej szczelnie zamykane (brak dostępu tlenu = brak zapachu), do którego wkładamy zużytą podpaskę, zalewamy zimną wodą, dorzucamy trochę sody oczyszczonej i zostawiamy do czasu zużycia następnej wkładki. Wtedy tą namoczoną pierzemy a kolejną namaczamy. System jest banalnie prosty.
IMG_9459
IMG_9450
Jeśli boicie się „przecieków” wypróbujcie podpaski kiedy jesteście w domu i macie luz by zapanować nad sytuacją. Może się okazać, że potrzebujecie grubszych wkładek (wystarczy większa ilość warstw w podpasce). Bonus, który ja doceniłam- z powodu braku plastikowej powłoki oraz kleju można w razie potrzeby nosić dwie podpaski naraz warstwowo. Dlatego wolę mieć większą ilość sztuk o mniejszej grubości. Większa ilość, która w zupełności mi wystarcza na cały cykl to około 10 w stałej rotacji. Spróbujecie?
IMG_9454
ps. Widziałam w sieci zachwyty alternatywnym wielorazowym rozwiązaniem- kubeczkami mooncup. Nie testowałam. Nie planuję. Oczywiście, wspaniale, że są wielorazowe, ale obiekcje mam co do tworzywa sztucznego. Intymny kontakt z plastikiem nie wydaje mi się dobrym pomysłem :) ale decyzja oczywiście należy do każdej z nas.

jaglane ciacha

IMG_9698
Upiekłam dziś rano. Są fotogeniczne, umiarkowanie zdrowe i umiarkowanie smaczne, hehe, ale SĄ. I jak tu napisać, że u nas w domu ciastek nie ma? Już na wstępie zaczynam plątać się w zeznaniach, bo… u nas w domu naprawdę ciastka jedynie się zdarzają i musi być ku temu specjalna okazja!
Na pewno jeszcze nie raz wspomnę o tym jak jemy i dlaczego, ale bardzo ogólnie (tytułem wstępu) staramy się jeść tak zdrowo jak tylko umiemy na dany moment, a mój organizm ogłosił bardzo wyraźnie, że nie służy mu ani nabiał, ani mąka pszenna ani cukier (i jeszcze kilka innych alergenów), o mięsie to już dawno zapomniał, za to z radością przyjmuje wszelką surowiznę. Skąd więc te ciastka? I z czego?
Cóż, potrzeba chwili! Dziś gość, którego chciałam ugościć, jutro dwie zaprzyjaźnione ośmiolatki przyjdą do mnie na zajęcia plastyczno- techniczne, w planach jest szycie misia:)
Przepis zaczerpnęłam STĄD, poczyniłam jedynie drobne modyfikacje dodając ziarenka słonecznika i więcej mąki, bo mi się kleiła ta papka jaglana. Dla bezglutenowców ciacha są bezpieczne, nie zawierają cukru, ogólnie godne polecenia o ile macie takie ciastkowe pokusy, bo ja coraz rzadziej:)
IMG_9691
IMG_9697
Przy okazji porannego (co niezwykłe!) pieczenia, uświadomiłam sobie, że moim dniem, mimo wolności trybu pracy rządzi jednak bardzo wyraźny rytm i od lat działam niezmiennie do tego stopnia, że wszelkie zakłócenia wywołują niepokój. Zamiast siedzieć przed monitorem- działałam w kuchni a coś w środku podsuwało myśl, że to jak wagary. Głupie?! Ponieważ refleksja jest świeża zastanawiam się czy docenić w sobie tą stałość czy nie jest to przypadkiem kolejna „strefa komfortu” z której należałoby się wyrwać, czy nie blokuje przypadkiem twórczej energii w życiu?
IMG_9686

cerowanie- rytuał relaksacyjny

Jak i dlaczego cerować skarpetki? Zanim spróbuję Wam opisać JAK, chciałabym Wam zdradzić, że jest to jedno z moich ulubionych zajęć domowych i namawiam- dajcie mu szansę! Cerowanie, naprawianie, łatanie wprawdzie źle nam się kojarzy, zazwyczaj z czasami kiedy było koniecznością a nie wyborem. Teraz koniecznością nie jest bo nowe skarpetki, kupimy za grosze i wszędzie. Dostępność i taniość nie są jednak za darmo, choć korporacje odzieżowe nie chcą, żebyśmy się nad tym specjalnie zastanawiali. Są okupione ciężką, często niewolniczą pracą w ciężkich warunkach tyle, że w całkiem innym świecie, z którym nie mamy kontaktu. Za każdym razem, kiedy sięgamy w sklepie po tego typu produkt podejmujemy decyzję ( i tu uprzedzam nie ma strefy neutralnej), albo przykładam do tego rękę albo nie. Albo kupuję i staram się o tym nie myśleć, albo myślę, więc nie kupuję. Jeżeli już kupuję (bo raz na jakiś czas jestem zmuszona) to po pierwsze zastanawiam się od kogo a po drugie dbam o trwałość zakupionej rzeczy. Nie wyrzucam przy pierwszym pękniętym szwie, przetartym palcu czy pękniętej gumce. Nie wyrzucam, nie produkuję kolejnych śmieci, ale też nie gromadzę na dnie szafy (o co najłatwiej) tylko- naprawiam. Robiły to wszystkie pokolenia kobiet żyjące kiedykolwiek na ziemi, dlaczego od 30 lat nagle uważamy, że to bezsensowna strata czasu? Poza oszczędnością, szacunkiem do materii, stawianiem oporu konsumpcjonizmowi czy nawet poczuciem ciągłości pokoleniowej cerowanie ma jeszcze jedną zaletę- jest zajęciem wyciszającym, sprzyjającym rozmyślaniom, relaksującym i potrzebnym by się zresetować po ciężkim dniu pracy. Podobnie jak robienie na drutach czy szydełkowanie, z tym że efekty widać po kilku minutach a praca szybko zostaje wykonana! Kobietki, igły w dłoń!
IMG_9596
Najlepiej do cerowania przeznaczyć sobie nieduży koszyczek, gdzie będziemy na bieżąco odkładać rzeczy wymagające naprawy a po naprawie odkładać je na miejsce. Można też w nim trzymać przybory do szycia, nożyczki, nici. Przy cerowaniu skarpetek warto posłużyć się tak zwanym grzybkiem, specjalnie do tej roli przeznaczonym narzędziem, które pozwala naciągnąć odpowiednio dzianinę. Grzybków możecie poszukać w szufladach babć lub na targach staroci, bardzo ułatwiają sprawę, polecam!
IMG_9623
W celach pokazowych wybrałam dość grubą skarpetę wełnianą, więc zamiast nici posłużyła cienka włóczka, należy oczywiście dopasować grubość nitki do naprawianej dzianiny.
IMG_9620
1. Wkładamy grzybek do skarpetki i naciągamy tkaninę w dziurawym miejscu.
2 i 3. Zaczynamy od przeszycia ściegiem prostym dookoła dziury, najlepiej z małym marginesem.
4. Teraz szykujemy naszą „osnowę”, przez którą będziemy przeplatać nitki, czyli łapiemy materiał po przeciwległych stronach otworu, zgodnie z kierunkiem nici w dzianinie.
5 i 6. Kiedy osnowa jest gotowa zaczynamy przeplatać nitki w odwrotnym kierunku, zupełnie jak na krośnie, czyli jeżeli w jednym rzędzie nitka jest na wierzchu to w kolejnym zostawiamy ją pod spodem, aż stworzy nam się gęsta siateczka.
Po załataniu otworu lubię zagęścić dzianinę dookoła, zazwyczaj nitki tam są poprzecierane, więc warto zadbać by w najbliższym czasie nie zrobiła się kolejna dziura.
IMG_9644
IMG_9651
A tak wygląda skarpetka po naprawie:)
IMG_9654
Tutaj jeszcze jedna, cieńsza, gdzie wyraźniej widać uzyskaną siateczkę.
IMG_9658
Zapewniam Was, że nie trzeba być hafciarką by osiągać takie efekty, w dodatku- nic nie jest i nie musi być doskonałe w cerowaniu, robimy to dla siebie i możemy pozwolić sobie na totalny freestyle. Satysfakcję za to daje ogromną i jest… zwyczajnie rozsądne:)

gryczane jaśki

IMG_8209
Gdybym miała kawałek pola, chyba uprawiałabym na nim właśnie grykę, choć nie wiem czy nie jest przypadkiem trudna i wymagająca w uprawie… Właściwie, dlaczego napisałam „gdybym” zamiast „jak już będę miała”? Ot, niewiara w marzenia! Jak już będę miała kawałek pola to będzie tam i gryka i len i proso, koniecznie! Ciekawe czy mi pola starczy?:) Wszystkie te roślinki są u nas w codziennym użytku i trudno się oprzeć wrażeniu, że byłoby to rozwiązanie bardziej ekonomiczne niż zamawianie paczek z bio hurtu:)

Ale wracając do gryki, która bez wątpienia jest pyszna i zdrowa dla naszych brzuszków, bywa ona przydatna nie tylko spożywczo. Gryka ma łuskę czyli twardą i suchą okrywę ziarna gryki którą wykorzystuje się jako wypełnienie zdrowotnych poduszek, wałków pod głowę czy mat/ materacyków.
IMG_4573
„Wśród Japończyków panuje przekonanie, że sypianie na materacu z gryki jest zdrowe i pozwala dobrze wypocząć. W łuskach gryki zawarta jest tanina, która hamuje rozwój bakterii i roztoczy. Między innymi dlatego specjaliści medycyny naturalnej gorąco polecają materace z łuską gryczaną alergikom.”

Nie sądzę bym się takimi produktami zainteresowała, bo zawsze byłam dość podejrzliwa jeśli chodzi o „cudowne” i „uzdrawiające” odpromienniki, kryształy, inne wynalazki i jakoś tak wrzucałam te cudowności do jednego wora z etykietką „nie dotykać”. Kiedyś jednak dostałam gryczany wałek pod głowę w prezencie i zakochałam się w nim przy okazji pierwszego lepszego przeziębienia. Dlaczego? Bo nie ma nic gorszego niż przylepiająca się do ciała poduszka, kiedy się leży z temperaturą w łóżku kilka dni.:) Spróbowałam leżenia z wałkiem pod głową i poczułam że oddycham.

Wtedy postanowiłam uszyć nam gryczane jaśki i przetestować codzienne spanie na gryczanej łusce. Używamy ich już ponad dwa lata, są super!

Jeśli macie ochotę spróbować, łuskę można zamówić TUTAJ.
IMG_8214
Nasze poszewki uszyte były własnoręcznie, można jednak z powodzeniem wykorzystać jakiekolwiek inne, były były szczelne, zapinane na zameczek, inaczej łuska rozsypie nam się w łóżku i już nie będzie tak miło!

Dlaczego warto?

„Gryczane łuseczki łatwo dopasowują się do naszego kształtu i w czasie nocnego odpoczynku głowa, szyja i reszta ciała mają solidne podparcie. Kręgosłup i kark są odciążone. Gryka jest odporna na zgniatanie. Swobodnie się przesypuje, nie zbija się, dzięki czemu poduszki lub materace nie tracą pierwotnego kształtu i dlatego zawsze są wygodne. Są odpowiednie także dla przewlekle chorych, bo chronią przed odleżynami. Takie naturalne wypełnienie silnie wchłania wilgoć. Wymiana ciepła między łuskami a powietrzem przebiega szybko i latem materac lub poduszka są przyjemnie chłodne.”

Jak utrzymać gryczaną pościel w czystości?

Pokrowce pierzemy. Łuski należy wysypać do miski i wietrzyć przez kilka godzin. Ponownie wsypać do pokrowca. Jeżeli poduszka czy materac zamoczą się, trzeba je dobrze wysuszyć.

Jedyne minusy jakie dostrzegam w tym rozwiązaniu są kwestią przyzwyczajenia. Na początku łuska ma dość mocny zapach kaszy gryczanej, trzeba przeczekać aż zniknie albo postarać się ją wywietrzyć na tyle, by nie przeszkadzał. Łuska szeleści i przesypuje się kiedy zmieniamy pozycję. Teraz kompletnie tego nie słyszę, ale pamiętam, że na początku ciężko było się oswoić z tym dźwiękiem w środku nocy.
IMG_8219
Gorąco polecam!

zabawa na niedzielę- balsam w kostce

IMG_5346Jakiś czas temu przestawiłam się kosmetyków sklepowych na domowe. Wyłącznie! Brzmi przerażająco? Człowiek z czasem nabiera rozumu a mnie rozumu (tej, wiecie, „ekologicznej inteligencji”:P) nauczyło własne ciało. Kosmetyki komercyjne to badziewie i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej! Zdrowych i naturalnych sposobów na wszystko (nie żartuję, są przepisy na wszystko!) trzeba tylko poszukać, ale od czego jest Internet? W dużym skrócie- kremy i balsamy do ciała zastąpiły mi oleje i choć testów było wiele to jestem z tej zmiany ogromnie zadowolona. Kocham olej kokosowy, olej z pestek winogron, olej z czarnuszki, spróbujcie! Skóra odpoczywa od parabenów, SLSów i innych cudów a i świadomość robi swoje. Kiedy natknęłam się na przepisy na balsamy w kostkach uznałam, że to dobry pomysł, może być miłą odmianą od płynnego olejku, który często (łatwo sobie wyobrazić) -się chlapnie, rozleje, poleje po buteleczce itd. Kostka topi się po zetknięciu ze skórą pod wpływem jej ciepła, wystarczy więc potrzeć skórę i zostaje na niej warstewka „kremu”.
IMG_5335
Potrzebujemy:
50 gr. wosku pszczelego
50 gr. masła shea
50 gr. oleju kokosowego
6-10 kropelek dowolnego olejku eterycznego
IMG_5313
Jak widzicie, to nie musi być akurat 50 gr, taką akurat znalazłam recepturę, chodzi o to, że każdy ze składników to 1/3 całości. Moja waga nie należy do tych bardzo precyzyjnych:)
IMG_5323
Wszystkie składniki poza olejkiem eterycznym/ zapachowym (u mnie była próba z pomarańczą i próba z amaretto, zdecydowanie wolę ten drugi) topimy w kąpieli wodnej (czyli garnek w garnku z wodą). Zdejmujemy z ognia i dodajemy olejek eteryczny, mieszamy. Szybko wlewamy do dowolnych foremek i czekamy na zastygnięcie. Wyniesienie na balkon/ włożenie do lodówki pomaga!
IMG_5331
Delikatnie wyjmujemy z foremek (silikonowe dopuszczam tylko przy robieniu kosmetyków) i robimy sobie małe domowe spa:)
IMG_5337IMG_5349

Witaj!

powitanieChciałabym aby ten blog opowiadał o bardzo ważnych dla mnie sprawach przez pryzmat codziennych drobiazgów. Rzeczy, które wydają się być błahe mogą mieć i mają ogromne znaczenie dla naszego zdrowia, jakości życia, radości z niego. Są to okruszki, które wpływają także na dobro innych ludzi i przyszłych pokoleń. Razem mamy mnóstwo do zrobienia!

Opowiadanie o swojej codzienności nie sprawiałoby mi frajdy, gdyby nie fakt, że do wielu z tych tematów i rozwiązań dojrzewałam dłuższy czas lub dochodziłam metodą prób i błędów. Brakowało mi w sieci i wciąż brakuje ekologicznych inspiracji, pomysłów jak radzić sobie z otaczającą rzeczywistością by nam to wyszło na zdrowie. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś dla siebie.

Moja zielona droga zaczęła się z przymusu (powodem była astma, o której pewnie nie raz jeszcze wspomnę) a okazała się niezwykłym i najbardziej rozwijającym doświadczeniem ostatnich lat. Doświadczeniem, które wpłynęło na sposób myślenia i kazało mi szukać wciąż nowej wiedzy oraz na sposób bycia (wiedzę tą trzeba było stosować dzień po dniu). Astma dzięki Bogu została pokonana a wraz z tym przyszła świadomość jak bardzo wszyscy potrzebujemy zmian w swoim życiu. O tych zmianach możesz tu poczytać:)